Lody z Białobrzegów to legenda. Już w latach 80. zawsze jak jechałem w kierunku Krakowa/Kielc musiałem zjeść lody w Białobrzegach. Wtedy lodziarnia mieściła się w centrum, w małym przedwojennym budyneczku. A może nie przedwojennym? Tak czy siak - niezbyt efektownym. Zawsze obok lodziarni nie było gdzie zaparkować bo absolutnie każdy musiał spróbować tutejszych lodów.
W tej chwili władze wybudowały obwodnicę miasta, a pan Gruszczyński musiał zrobić krok naprzód - w dzisiejszych czasach ludzie są leniwi - nie po to wybudowali trasę, żeby on nadal jeździł przez miasto, bo trzeba kupić lody. Zatem jest też lodziarnia na obwodnicy - a dokładnie tuż za nią stoi fatalny dworek w stylu rokoko, w którym można kupić legendarne lody pana Gruszczyńskiego.
Niestety klimat już nie ten sam - nowe wnętrze w stylu rokoko z polskiej wsi ze szprosami w oknach, złotymi ladami, zaokrągleniami i meblami a'la ludwik XIV. Nie robi to już na nikim wrażenia. Nuda - obrzydlistwo. Na szczęście lody tak jak kiedyś są w kultowych wiaderkach z przykrywką. Miodzio.
A smak? Na szczęście ten sam. Jeżeli chcecie zjeść dokładnie takie lody jak kiedyś się kupowało to koniecznie znajdźcie to miejsce. Specjalność zakładu - lody grylażowe czyli coś z nutą orzecha, czekolady, kawy i czegoś tam jeszcze. inne smaki? Cytrynowe, jagodowe, truskawkowe, pistacjowe i chyba śliwkowe. Zresztą czasami się zmieniają, ale zasadniczo nie ma więcej niż osiem smaków. Pycha. Mistrzowie wśród lodów. 6 starów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lody. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 10 lipca 2014
wtorek, 25 lutego 2014
Ciepłe Zimne - Warszawa/Śródmieście
Ciepłe Zimne to niby zwykła cukiernia w centrum (Wilcza, blisko Kruczej), ale nie do końca. Wprawdzie wystrój jest standardowy - typowy dla lokali z lat 90. to oferta jest nieco ciekawsza od wizerunku. Oprócz lodów własnej roboty mają tutaj dobre gofry, a w dni powszednie oferują lunch. Tak, tak. Lunch w cukierni. Dajcie mi święty spokój.
Wpadliśmy tu na niedzielny deser i chyba jesteśmy zadowoleni. W zamrażalce z lodami można znaleźć m. in. lody piwne, miętowe, o smaku białej czekolady. Miły barman po moim zdziwieniu lodami piwnymi dał mi próbkę i muszę powiedzieć, ze są całkiem, całkiem.Gofry też są niczego sobie - przypominają te z wakacji z 1990 roku w Wiśle, więc chyba jest dobrze. Do tego jeszcze dobra kawa i podwieczorek mamy gotowy. Było git, niestety były też minusy.
Oprócz wystroju z lat 90. denerwuje gadające w tle Radio Złote Przeboje, w którym można usłyszeć Backstreet Boys, panią Spears, a potem reklamę leku na hemoroidy. A wystarczyło by puścić jakiekolwiek radio internetowe i byłoby zdecydowanie lepiej. Drugi minus to temperatura panująca na antresoli. Było gdzieś około 600 stopni jakiegoś tam Celsjusza. A trzeci minus to kompletny brak ciast w ofercie. Dlatego daję cukierni z Wilczej 4 stary. Są minusy, są dobre lody i gofry, nie ma ciast. Może kiedyś wpadniemy tu na lunch - byleby nie latem bo zejdziemy na miejscu.
Etykiety:
4 stary,
bita śmietana,
ciepłe zimne,
cukiernia,
deser,
gofry,
kawa,
lata 90.,
lody,
lody własnej roboty,
muzyka z radia,
śródmieście,
upał w środku,
wilcza
Subskrybuj:
Posty (Atom)




