Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wódka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wódka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 października 2014

Karczma Kuban - Goczałkowice Zdrój

   Karczma Kuban to jedno z takich miejsc gdzie wszystko jest ludowe i przaśne. Oczywiście knajpa znajduje się przy trasie, gdzieś za Pszczyną lub w jej okolicy - generalnie są to Goczałkowice Zdrój. Nie wszyscy lubią ten klimat, ale trzeba przyznać, że często w takich miejscach można solidnie zjeść.

    Jak to w knajpie z bala jest duży wybór, a potrawy są dość obfitych gramatur. Minus numer jeden to ceny - nie jest tanio. Drugie danie może kosztować od 25 do nawet 50 zł, co na przydrożną restaurację jest wysokim progiem.
   Co wzięliśmy? Na przystawkę tatar wołowy z wódeczką. 26 PLN plus piątak za wódkę Smirnoff. Alkohol w dobrej cenie, niestety befsztyk tatarski lichy. Mielony, odmrożony i porcja jak na 26 zł zwykłego tatara nie była zbyt wielka. Mięso było jakości tanich barów z przekąską - podobna klasa do Warszawy De luxe - a tam tatar kosztuje 11 zł. Zatem sam tatar oceniam na 3 stary, bo przecież nie był zły. Był normalny - taki dostateczny jak wypracowanie średniego ucznia.
    Dalej były placki ziemniaczane za 13 PLN. Solidna porcja, a placki na dobry poziomie. Naprawdę fajne danie za niewielką cenę. Polecam.

   Na "deser" piwko (mały Żywiec - niestety nie mieli Brackiego - 5 PLN) oraz danie główne pierś z kurczaka z pietruszką i gadżetami. Cena: 26 PLN - czyli tyle co za tatar. W przeciwieństwie do tatara tutaj było co zjeść. Kura dobrze wypieczona, nie sucha, świeża. Niestety ziemniaki były nijakie. Ale trudno.

    Całość oceniam na czwórkę. Minus za dość wysokie ceny i zwykły tatar, który nie odpowiada swojej cenie. Plus za placki i całkiem niezłego kurczaka. Niestety rolada śląska była strasznie droga, więc tym razem jej nie wziąłem.


Słoik - Warszawa/Śródmieście

    Słoik to nowe miejsce na mapie Warszawy, ale myślę, że zawita tu na długo. Dlaczego? Mimo kontrowersyjnej nazwy jest tu co najmniej fajnie. Po pierwsze wystrój - bardzo dobry, elegancki - widać kuchnie i krzątających się po niej kucharzy, na półkach stoją słoje z konfiturami i owocami, gdzieniegdzie widać jakiś owoc stojący gdzieś tam. Ogólnie jest nieźle.

   Aha. Jeszcze jestem winien wam lokalizację - pasaż Wiecha, tuż za domami Centrum, między Chmielną, a Złotą. 

  Czym jeszcze zachwyca Słoik? Barmanami. Bardzo mili, uczynni i uśmiechnięci. Lubią polecać jakieś ciekawe trunki, zresztą sami robią jakieś nalewki i inne wódki smakowe. Rozpoznają klientów i pamiętają jego preferencje alkoholowe. Chętnie poczęstują, coś doradzą. Dlatego lubię w Słoiku siedzieć przy barze. Są dostępne także drinki z własnymi marmoladami - bardzo dobre. Naprawdę. Ostatnio piłem brandy na wiśniach zrobione za barem. Pycha.

  Co jeszcze? Zmieniające się menu, zawsze dostosowane do pory roku. Raz jest chłodnik, raz coś z kurkami, a potem zupa dyniowa. Zależnie co akurat jest świeże. I zazwyczaj jest w czym wybierać.

  Idziemy dalej. Każdy dzień ma swoje promocje. Np. w piątek jest Mojito po 10 zł. A w soboty jakaś promocja na Jacka Danielsa. A w tygodniu jeszcze lepsze oferty. Warto spytać kelnera o promocję. Może was zaskoczyć.

  No i na końcu najważniejsze: tatar z kurkami po 28 zł. Wyśmienity - nie mielony, tylko siekany. Porcja odpowiednia, mięso świeże. Wszystko jak należy.Naprawdę jeden z lepszych w Warszawie.

  Razem 6 starów i to mocnych. Przyjedziemy tu jeszcze na pełny obiad. Sprawdzimy czy potrawy są takie na jakie wyglądają czyli smaczne


czwartek, 2 października 2014

Meta na Foksal - Warszawa/Śródmieście

   Zdjęciem PRL-owskiej lampy powracam do Mety. Kiedyś by się powiedziało "na metę". Zasadniczo pisałem już o lokalu tej samej sieci na Mazowieckiej (o! tutaj pisałem). Meta na Foksal jest pierwszą knajpą z tej serii, zatem ma nieco inne logo, ale wystrój jest podobny - dużo PRL w PRL. Metraż jest malutki i zawsze panuje tu ogromny ścisk, a przemieszanie ludzi jest totalne. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

   Do picia i jedzenia typowe dania barowe: tatar, pierogi, bigos, strogonof, śledzik itd. Plus wóda za 5 zł i piwo (mały Kasztelan) po tyleż samo. Jak zwykle wziąłem tatar plus dwie wódeczki (Żytnia - zestaw 19 zł).
    Miło, że Meta nadal ma tatara za 9 zł, podczas gdy inne knajpy wciąż podnoszą cenę. Tak naprawdę przekąskę robi chyba ktoś z zewnątrz i gotowy produkt przywozi do knajpy. Tatar z Foksal jest identyczny jak na Mazowieckiej. Niczym się nie różnią. Mocno przyprawiony, z niesamowitą ilością pieprzu, soli i czegoś tam jeszcze. Przy tym czuć, że był zamrażany. Nie jest to potrawa z cyklu: wyśmienita, palce lizać czy cuś. Ale jak na 9 zł nie jest zły - mięso ma smak, generalnie jest nieźle. Nadal podtrzymuje ocenę 4. Z lekkim minusem. Oczywiście pamiętając, że oceniam potrawę za 9 zł - gdybym dostał to samo za 25 zl nie zostawiłbym suchej nitki na właścicielach lokalu. Jak to kiedyś przeczytałem w ogłoszeniu z kołpakami od Wartburga: "taniość liczy się".


czwartek, 10 lipca 2014

C.K. Oberża - Warszawa/Śródmieście

    C.K. Oberża to już mała sieć. My byliśmy w filii przy ulicy Chmielnej, inny punkt jest też przy placu Teatralnym. A może jeszcze gdzieś? Knajpa próbuje naśladować Szwejka z placu Konstytucji. Trzeba przyznać, że idzie im nieźle. Na Chmielnej mają trzy piętra, dużą ilość kelnerów, sporo klientów i w miarę spoko wystrój niby na lata naste XX w.

     Wpadliśmy tu na niedzielną  zakrapianą kolację. Co zresztą pokazuje powyższe zdjęcie. Mimo osiągnięcia pewnej ilości promili we krwi jestem w stanie ocenić Oberżę. Przynajmniej tak mi się wydaje.

     Na początek śledzik trzy smaki. Smaki dotyczą głównie cebuli. W ogóle cebula rządzi w tym daniu. Za 16 zł dostajemy trzy śledzie oraz górę cebuli w śmietanie, drugą górę cebuli w jakiejś marynacie oraz kilka ogórków. Śledzia jest jak na lekarstwo, ale porównując to do oferty np. Warszawy de Luxe, gdzie za 11 zł dostajemy jakąś marną podróbę śledzia na jeszcze bardziej marnym talerzu to porcja Oberży jest królewska. Ale z pewnością maruderzy, którzy chcą więcej śledzia od cebuli będą narzekać. No cóż - takie jest życie. Nawiasem mówiąc  - pod tą cebulę też się pije wspaniale. Śledź staje się niepotrzebny.

    Na drugą czy tam piętnastą nóżkę (wszak trzeba było pić tyle ile było cebuli) poszedł tatar. Porcja też królewska, ale jakość jak z przedwojennego Powiśla. Mięso nie powiem - świeże, ale mielone na maksa. Totalnie. Jak we wspomnianej Warszawie de Luxe. A szczerze mówiąc po tatarze za 29 zł w Oberży spodziewałem się czegoś więcej. 4 stary dla tatara. 

    Porcja rzeczywiście duża i stąd pewnie spora cena. Trudno - trzeba było znów pić tyle na ile było jedzenia.

     Kotleta Jana Bechara już niewiele pamiętam - ale mogę powiedzieć, że to zwykły kurczak z jeszcze bardziej zwykłymi frytami za 29 zł w zestawie. Dość dużo. Nie wiem czy warto - chyba nie.
    W podsumowaniu warto dodać, że kelner doliczył sobie 10% za serwis. Nie wiem jak wy, ale ja tego nie lubię. Serwis powinien być wliczony w cenę dań. A żeby totalnie pogrążyć Oberżę dodam, że wybór piw jest fatalny - tylko Kompania Piwowarska. Żenada.

   Razem 3 stary z minusem - kiepski wybór piw, dobry i tani śledzik z dużą porcją cebuli (starczy do swiąt), średni ale duży tatar i totalnie zwykły kurczak za 29 zł.

środa, 19 lutego 2014

Kercelak Bar dla wszystkich - Warszawa/Mirów

     Kercelak to bar dość szybkiej obsługi przy ulicy Chłodnej (niedaleko Żelaznej). W ofercie są dania obiadowe, barowe typu tatar, bigos, fasolka i oczywiście alkohol. Jest to kolejny lokal w Warszawie, którego twarzą jest znany barman czyli pan Mirek pracujący wcześniej w barze Aleksander na Żelaznej. No i właśnie barmani oraz kelnerzy robią tutaj największy klimat. Rozpoznają stałych klientów, uśmiechają się do nich, zagadują, gadają jakieś głupoty używając wyrażenia "nie ma to, tamto". Bardzo mnie to cieszy - Kercelak czuje warszawski klimat. To jest bardzo fajne. Mniej fajny jest wystrój - czerwone kanapy i żółte reprodukcje Tygodnika Powszechnego na ścianach są męczące, ale nie tak jak telewizor non stop serwujący teledyski lub sport. Generalnie nie jest to typ rozrywki, który lubię i z pewnością nie tego szukam w knajpie.
     Ale dość o wystroju, teraz coś o żarciu. W ofercie Kercelaka jest dużo dań: od pierogów i pyz przez kotlety mielone i schabowe do golonki - są również oferty dnia z ciekawym zestawem za nie więcej niż 20 zł. Tym razem wybraliśmy jednak dania barowe - czyli fasolkę po bretońsku (10 zł), bigos (9 zł) i tatar wołowy (10 zł). Generalnie wszystkie potrawy można opisać tak samo: dobre, świeże i takie jak się spodziewałem. Porcje są duże, a kucharz nie oszczędza na mięsie. Tatar mielony, ale dobry i wystarczający.
     Zarówno bigos jak i fasolka mają odpowiednią gramaturę i zasadniczo wystarczą za jedno danie. Szczególnie z pieczywem (za które trzeba dopłacić 50 gr). Bigos był odpowiednio kwaśny, co jest dla mnie najważniejsze w tym daniu. Niestety przegrywa rywalizacje smakową z bigosem z Przekąsek u Romana, ale naprawdę minimalnie.

    Kercelak jest też dobrym miejscem na spotkania przy wódce czy piwie (ostatnio było piwo Żywe z Ambera). Z pewnością barmani pomogą w zorganizowaniu dobrej imprezy.
     Ocena baru nie jest łatwa. Potrawy są dobre i tanie, obsługa ciekawa i fajna. Najgorzej jest z wystrojem knajpki, w szczególności z denerwującym telewizorem. Po co on tam wisi? Tatar oceniam na 5, inne
 potrawy na 6, atmosferę i wystrój na 4, co daje razem średnią 5 starów. Z pewnością jeszcze tu wrócimy na większy obiad.  


czwartek, 6 lutego 2014

Amatorska - Warszawa/Śródmieście

      Amatorska znajduje się na Nowym Świecie (całkiem blisko Palmy i Empiku) i jest jedną z najstarszych knajp w Warszawie. Kilka lat temu lokal dostał nawet nagrodę za najlepszy bar pamiętający PRL. Rzeczywiście w Amatorskiej jest fajnie, przychodzą ciekawi ludzie, w tym klimatyczni stali klienci, przychodzę też i ja. To znaczy przychodziłem, bo ostatnio jest tak duży wybór knajp, że grzechem byłoby siedzieć tylko w jednej.

     W Amatorskiej można zjeść wszystko, od kotleta, przez pierogi i placki ziemniaczane do przekąsek typu chleb ze smalcem i śledzika. Nowością (tzn. dawno tu nie byłem, może jest w ofercie od roku) jest tatar wołowy za 12 zł. Grzechem byłoby go nie spróbować. Na dokładkę pani Fi wzięła placki ziemniaczane (także 12 zł). Na deser - do tatara 2 x Wyborowa (2x7zł) i Okocim Porter. Chyba jedyne dobre piwo w barze, reszta to zwykły Okocim, Kasztelan i Żywiec z kranu oraz jakieś butelkowe siki.
     Tatar jak na 12 zł trzyma poziom. Jest go w miarę dużo, jest dość świeży, kolor mięsa jest jasny, ale jakoś jaskrawy, nie wiem co to oznacza, ale nigdy jeszcze nie spotkałem się z takim kolorem. W smaku tatar był dobry, więc nie narzekam. Minus za mieloną formę, ale przy takiej cenie to norma. Tatar oceniam na 5 starów.
     Placki nie były gorsze, jak powiedziała pani Fi - są git. Trudno o lepsze w zwykłym barze. Do tego solidna porcja i śmietana. Może być.
     Porter z Okocimia kosztuje 10 zł, więc całkiem sporo, cena jak z modnej knajpy z paletami, białą ścianą z cegieł i menu pisanym kredą. No trudno, czynsze na Nowym Świecie nie są małe, więc odpuszczam.

   Jak już wcześniej pisałem Amatorska otrzymuje 5 starów: dania były dobre, świeże, nie za drogie. Do tego dochodzi klimat PRL-owskiej knajpy. Minus za dość drogą wódkę oraz za muzykę ze zwykłego radia. Na szczęście po chwili ktoś przełączył Radio Plus na Zet Gold, ale i tak, muzyka z radia to nieporozumienie.

czwartek, 30 stycznia 2014

Przekąski u Romana - Warszawa/Solec

     W  Przekąskach u Romana już byliśmy (o! tutaj). Lubimy ten lokal - głównie za sprawą sympatycznego barmana Romana, który tworzy klimat tego miejsca. Ostatnio byliśmy na Solcu na wódce, śledziku i tatarze. Teraz przyszła pora na ofertę lunchową.
     Za kwotę 16 zł dostajemy zupę i drugie danie. Dobry deal. Mnie nie trzeba długo namawiać. W ostatnią sobotę był to typowy schaboszczak z kapustą i ziemniakami oraz zupa grochowa, raczej w formie kremu. Zacznijmy od zupy - w zasadzie niczym nas nie zaskoczyła - była gęsta, świeża i smaczna. Mogłaby być cieplejsza, bo niestwty sympatyczna pani kelner przyniosła nam letnie zupy, a wiemy co mówił Jan Nowicki o zupach w filmie Sztos: "zupa powinna być gorąca".

    Schaboszczak trzymał poziom dobrego baru mlecznego. Standard barowy na 4+. W sumie git jak Fiat 125p. Fajnie się jeździ, szczególnie zimą, ale są lepsze wozy na tym świecie. 
     Na deser wzięliśmy jeszcze po kielichu (5 zł) i bigos za 9 zl. Trzeba przyznać, że był to jeden z lepszych tanich bigosów w Warszawie. Świeży, odpowiednio kwaśny i dużą ilością gadżetów (czytaj: mięsa). Zatwierdzam.

     Razem Przekąski u Romana dostają ode mnie piątkę. Bardzo poprawne jedzenie, niedrogie i w dobrym klimacie. Pewne błędy są, nie jest to Sheraton ani kuchnia pana Sowy czy innego mistrza kuchni, ale za taką cenę trudno oczekiwać więcej.

wtorek, 28 stycznia 2014

W oparach absurdu - Warszawa/Stara Praga

     Do knajpki przy ulicy Ząbkowskiej (niedaleko Brzeskiej) o nazwie W oparach absurdu zawsze warto wpaść. Głównie by napić się piwa, albo wódki - zazwyczaj w pięknych okolicznościach przyrody. Do wódeczki można tu kupić śledzia, tatar, bigos. Są też pierogi (w menu w wersji angielskiej: home made pierogi).
     My tym razem spotkaliśmy się tu przy wódce i piwie, zatem grubszych potraw nie tykaliśmy. Niestety bardzo rzadko bywa tu tatar, zatem zamówiliśmy śledzia (9 zł, a z dwoma milicjantami wódeczkami 23 zł). Trzeba przyznać, że sledzik był dobry, świeży, a porcja była wystarczająca. Pani Fi zamówiła ciasto marchewkowo-czekoladowe, które nie dość, ze było home made to jeszcze było dobre.
     Skoro W oparach absurdu jest lokalem, do którego warto wpaść na piwo to jakie browary można tu kupić? Same dobre. Raciborskie, Amber, kilka gatunków czeskiego piwa i kilka innych naprawdę dobrych piw regionalnych. Polecamy.
     Wystrój nie każdemu się  spodoba - miłośnicy minimalizmu i czystości formy będą się tu czuli źle. Lokal składa się ze starych mebli i stolików zrobionych ze starych maszyn do szycia. Jest dość ciasno, ale mi ten klimat odpowiada. Trochę w stylu końca lat 90. Czasem organizowane są tu. występy na żywo, zazwyczaj jazzowe lub rockowe. Mi to bardzo pasuje.
     Jako miejsce do wypadów na piwo lub wódkę W oparach absurdu dostaje 5 starów - minus za notoryczny brak tatara. Na obiady polecamy inne lokale na Ząbkowskiej.

środa, 15 stycznia 2014

Przekąski u Romana - Warszawa/Solec

     Na ten lokal czekaliśmy długo. Od niedzieli można upijać się u Pana Romana, byłego barmana z Przekąsek-Zakąsek w Europejskim. Pan Roman jest fenomenem na skalę powiatową. Dzięki jego charyzmie Przekąski z Krakowskiego Przedmieścia były rozpoznawalne przez każdego. Pewnie tak samo będzie na Solcu. Nie ma innego barmana w Warszawie, z którym goście knajpy robią sobie zdjęcia. Nie ma też innego, który by tak zagadywał, dbał o klientów i rozmawiał z każdym. Roman pamięta wszystkich, uśmiecha się i jest idealny. Klimat nie do pobicia. Bardzo dobrze, że postanowił to wykorzystać i założył własny interes.

     Przekąski u Romana znajdują się na Solcu, na rogu Wisłostrady i ulicy Ludnej, w beznadziejnym biurowcu z lat 90. W samym lokalu razi nieciekawa kolorystyka, ale za to przyciąga znakomite zdjęcie Pałacu Kultury z czasów budowy oraz zdjęcie tramwaju nr 17 z tzw. winogronami. 
     W ofercie lokalu Pana Romana znajdziemy standard tego typu knajpek czyli przekąski za 9 zł: tatar, gzik, śledzik, biała kiełbasa, pierogi z mięsem i ruskie itp. Napitki po 5 zł - od piwa Kasztelan z kija (0,33l), przez Wódkę do kompotu, coli, wody, kawy, herbaty itp. Codziennie serwowane są lunche za 16 zł (II danie plus zupa).
     Zamówiliśmy oczywiście śledzika i tatara. Rybka była dobra, intensywna w smaku i ostro zamoczona w oleju - czyli dobry standard. Tatar dość mały, ale świeżutki i smaczny. Niestety mielony i bez jajka. Za taką cenę nie można wymagać więcej, choć są knajpy serwujące większy kawał mięcha w podobnej jakości i w tej samej cenie.
.
     Na deser poszła biała kiełbasa. Niestety była dość słaba, Kwieciszewo to mało powiedziane. Smakowała jak papier toaletowy zmielony z tygodnikiem konsumenta "Veto". Nic specjalnego - nie polecam.
     Na koniec jeszcze trochę o klimacie miejsca - na zdjęciu powyżej widać miejscowego Micka Jaggera śpiewającego wieczorami do kotleta. Choć jego gitara nie stroi, choć nie słychać co śpiewa to robi dobrą robotę. Repertuar bardzo szeroki od Elvisa, przez Stare Dobre Małżeństwo do Boba Dylana i U2.  Było też klasyczne "Sto lat", czyli utwór który znają wszyscy.
 
    Przekąski u Romana to znakomite miejsce, żeby się uchlać. Bez dwóch zdań. I to czynne całą dobę, więc możemy pić np. od 3 do 11 rano w poniedziałek. I też będzie fajnie. Barmani z Panią Bożenką i Panem Romanem na czele robią świetną robotę. Wisienką na torcie jest sympatyczna blondyna nalewająca kolejne kieliszki z uśmiechem na twarzy. Daję Romanowi 5 starów - głównie za klimat, miłą obsługę, godziny otwarcia i możliwość siedzenia przy stołach (co nie jest oczywiste w tego typu knajpach). Jedzenie wymaga jeszcze dopracowania.


środa, 1 stycznia 2014

Restauracja Mozaika - Warszawa/Mokotów

     Jeśli szukacie prawdziwego klimatu PRL to Mozaika Cafe jest najlepszym miejscem w mieście. Tutaj życie toczy się w innym wymiarze, jakby Edward Gierek nadal był głową państwa, porucznik Borewicz naprawdę ścigał przestępców (i zaraz wpadnie do Mozaiki z jakąś miłą panią), a Kazik Deyna nadal kopał futbolówkę w Legii.

    Rano spotykają się tu panowie na brydżu, wieczorem organizowane są dansingi, a klientela lokalu ma średnią wieku 150 lat. Do tego dochodzi obowiązkowa szatnia za 2 zł z wyśmienitym szatniarzem, który z miejsca mógłby zagrać u Gruzy lub Barei i przesympatyczny szybki w ruchach kelner, który wskaże nam odpowiedni stolik. Wisienką na torcie jest wystrój w stylu końca lat 80. i genialny neon na zewnątrz lokalu.
       W karcie znajdziemy standardowe dania restauracyjne: od przekąsek typu śledzik w oleju i befsztyka tatarskiego poprzez zupy i drugie dania (typu schabowy i mielony) do deserów pod postacią lodów czy ciastek. Jest też wszelkiej maści alkohol.

     My byliśmy w Mozaice późnym wieczorem - po 21ej (lokal czynny do 22ej - kuchnia też co jest bardzo ważne, bo w Warszawie coraz trudniej o nocne jedzenie) - wzięliśmy zatem niewielkie desery. Kolega Pleśniak zamówił szarlotkę z lodami (15 zł) i kawę z ekspresu (8 zł), koleżanka Fi deser lodowy (18 zł) i kawę z mlekiem (8 zł). Ja natomiast miałem najlepszy deser pod słońcem czyli Tatar z pieczywem i masłem (25 zł + 2 zł + 2zł), oczywiście z dwójką milicjantów (Wyborowa, 8 zł).

   Słodkie desery były zwykłe i nijakie, niczym specjalnie się nie wyróżniały, a cena była skalkulowana tak, żeby utrzymać i szatniarza, i kelnera, i panie kucharki pracujące gdzieś z tyłu lokalu. Obok siedziało dwóch panów z przy secie (autentycznie podanej w małej szklance - jest klimat) i rozmawiali o swoich żonach.

    A teraz pora na kilka zdań na temat tatara. Nie wiem czy zasługuje on na swoją cenę, szczególnie wtedy gdy przy rachunku klient dowiaduje się, że musi dopłacić 4 zł za pieczywo i masełko. Na pewno był świeży i z dobrej jakościowo polędwicy. Był też większy niż w typowych knajpach a'la PRL. Niestety mięso było mielone co mocno obniża jego ocenę, szczególnie przy tej cenie.

     Za całość posiłku (szarlotka z lodami, deser lodowy, befsztyk tatarski, 2 x kawa, 2 x wódka, piwo Okocim) zapłaciliśmy 100 zł. Trochę dużo. Niestety by poczuć klimat PRL musimy mieć co najmniej górala w portfelu. Wszystko się zgadza przecież wówczas za wypad do restauracji lepszej kategorii też słono się płaciło. Szkoda, że tylko pani Zuza nie robiła w niedzielę striptizu. A może to i dobrze.
     Ogólnie - 4 stary - głownie za klimat, sympatycznego kelnera i szatniarza jak prlowskiego kryminału. Minus za ceny i potrawy poprawne, ale bez fajerwerków. Może jeszcze kiedyś przyjedziemy na cały obiad?
Adres: ul. Puławska - na przeciwko ulicy Grażyny, niedaleko parku Morskie Oko.

piątek, 27 grudnia 2013

Suomen Ilmailumuseo - Vantaa

     Proszę się nie bać, nikogo nie obrażam. Zlepek słów w tytule to nic innego jak Fińskie Muzeum Lotnictwa w miejscowości Vantaa. Vantaa to taki helsiński Pruszków czyli jedno z miast w aglomeracji stołecznej, w którym znajduje się lotnisko, a obok niego sympatyczne muzeum.

     Co muzeum lotnictwa ma wspólnego z gastronomią? Jak już wcześniej wspominałem w Finlandii prawie wszędzie znajdują się bary, w których można napić się alkoholu, również w muzeach. A że akurat tak się złożyło, że spotkaliśmy w tym miejscu naszych znajomych, więc skorzystaliśmy z okazji.
 
     W Suomen Ilmailumuseo byliśmy w grudniu, w środku tygodnia i po dość dużej zamieci śnieżnej - i jak się łatwo domyślić - zbyt wielu turystów nie zaobserwowaliśmy. Również w barze, w którym oprócz napojów oferowano także małe przekąski.

      Zgodnie z polską tradycją trzeba było się napić za miłe spotkanie. Zamówiliśmy po jednym kieliszku Koskenkorvy czyli najlepszej naszym zdaniem wódki fińskiej. Niestety gdy chcieliśmy zamówić następną kolejkę, sympatyczna pani za barem oznajmiła nam, że Koskenkorvy już nie ma. Trzeba było zamówić Finlandię. Warto wspomnieć, że koszt jednego kieliszka wynosił 5 euro, więć jak na warunki skandynawskie wódka nie była droga. Do alkoholu zamówiliśmy sobie ciasteczka z pastą jajeczną. Całkiem smaczne, ale nie zbyt wyszukane. Po chwili okazało się, że również Finlandii mieli w barze ok. 250 gram i nie będzie więcej. Desperacko siegneliśmy jeszcze po fiński koniak. Nasi fińscy znajomi twierdzą, że w ich koniaku jest 50% wodki i 50% podrzędnego koniaku i na sam zapach tego napoju każdy francuz ucieka na drzewo. Według nas napój nie był gorszy od pliski, więc z przyjemnością wypiliśmy i to. Niestety więcej alkoholu w barze nie było.

   A ja daję knajpce przy muzeum lotnictwa jednego stara - za to, że przynajmniej jest możliwość posiedzenia i wypicia czegokolwiek.