Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4 stary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4 stary. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 października 2014

Karczma Kuban - Goczałkowice Zdrój

   Karczma Kuban to jedno z takich miejsc gdzie wszystko jest ludowe i przaśne. Oczywiście knajpa znajduje się przy trasie, gdzieś za Pszczyną lub w jej okolicy - generalnie są to Goczałkowice Zdrój. Nie wszyscy lubią ten klimat, ale trzeba przyznać, że często w takich miejscach można solidnie zjeść.

    Jak to w knajpie z bala jest duży wybór, a potrawy są dość obfitych gramatur. Minus numer jeden to ceny - nie jest tanio. Drugie danie może kosztować od 25 do nawet 50 zł, co na przydrożną restaurację jest wysokim progiem.
   Co wzięliśmy? Na przystawkę tatar wołowy z wódeczką. 26 PLN plus piątak za wódkę Smirnoff. Alkohol w dobrej cenie, niestety befsztyk tatarski lichy. Mielony, odmrożony i porcja jak na 26 zł zwykłego tatara nie była zbyt wielka. Mięso było jakości tanich barów z przekąską - podobna klasa do Warszawy De luxe - a tam tatar kosztuje 11 zł. Zatem sam tatar oceniam na 3 stary, bo przecież nie był zły. Był normalny - taki dostateczny jak wypracowanie średniego ucznia.
    Dalej były placki ziemniaczane za 13 PLN. Solidna porcja, a placki na dobry poziomie. Naprawdę fajne danie za niewielką cenę. Polecam.

   Na "deser" piwko (mały Żywiec - niestety nie mieli Brackiego - 5 PLN) oraz danie główne pierś z kurczaka z pietruszką i gadżetami. Cena: 26 PLN - czyli tyle co za tatar. W przeciwieństwie do tatara tutaj było co zjeść. Kura dobrze wypieczona, nie sucha, świeża. Niestety ziemniaki były nijakie. Ale trudno.

    Całość oceniam na czwórkę. Minus za dość wysokie ceny i zwykły tatar, który nie odpowiada swojej cenie. Plus za placki i całkiem niezłego kurczaka. Niestety rolada śląska była strasznie droga, więc tym razem jej nie wziąłem.


czwartek, 2 października 2014

Meta na Foksal - Warszawa/Śródmieście

   Zdjęciem PRL-owskiej lampy powracam do Mety. Kiedyś by się powiedziało "na metę". Zasadniczo pisałem już o lokalu tej samej sieci na Mazowieckiej (o! tutaj pisałem). Meta na Foksal jest pierwszą knajpą z tej serii, zatem ma nieco inne logo, ale wystrój jest podobny - dużo PRL w PRL. Metraż jest malutki i zawsze panuje tu ogromny ścisk, a przemieszanie ludzi jest totalne. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

   Do picia i jedzenia typowe dania barowe: tatar, pierogi, bigos, strogonof, śledzik itd. Plus wóda za 5 zł i piwo (mały Kasztelan) po tyleż samo. Jak zwykle wziąłem tatar plus dwie wódeczki (Żytnia - zestaw 19 zł).
    Miło, że Meta nadal ma tatara za 9 zł, podczas gdy inne knajpy wciąż podnoszą cenę. Tak naprawdę przekąskę robi chyba ktoś z zewnątrz i gotowy produkt przywozi do knajpy. Tatar z Foksal jest identyczny jak na Mazowieckiej. Niczym się nie różnią. Mocno przyprawiony, z niesamowitą ilością pieprzu, soli i czegoś tam jeszcze. Przy tym czuć, że był zamrażany. Nie jest to potrawa z cyklu: wyśmienita, palce lizać czy cuś. Ale jak na 9 zł nie jest zły - mięso ma smak, generalnie jest nieźle. Nadal podtrzymuje ocenę 4. Z lekkim minusem. Oczywiście pamiętając, że oceniam potrawę za 9 zł - gdybym dostał to samo za 25 zl nie zostawiłbym suchej nitki na właścicielach lokalu. Jak to kiedyś przeczytałem w ogłoszeniu z kołpakami od Wartburga: "taniość liczy się".


środa, 24 września 2014

Na rogu cafe - Warszawa/Piaski

    Na rogu cafe znajduje się na rogu ulic Kochanowskiego i Rudnickiego i podaje fajne żarcie w miejscu gdzie nic się nie dzieje. Obok jest całkiem niezły kebab, Telepizza i Da Grasso. Ale ja na lunch wybrałem Na rogu cafe, bo można tu zjeść po ludzku - tym bardziej, że jest oferta typu: lunch = 18,99 PLN. Tak, to można.

   Tym razem była to kalafiorowa plus szaszłyk z kurczaka. Zupa była średnia - porcja niezła, ale trzeba było mocno przyprawić - poza tym, żeby jakoś wyjść na swoje kucharz mocno potrawę rozwodnił.  I to nie wyszło zupie na dobre.
    Drugie danie lepsze, ale porcja wyjątkowo mała. Mięsa tyle co kot napłakał, ziemniaków również, a sałatka to już w ogóle jakaś minimalistyczna jakby ją robił Le Corbusier. Na szczęście, choć było mało, było smacznie - i to się liczy. Dlatego warto tu wpaść po standardowe potrawy z menu - pewnie sa smaczniejsze i większe. Ceny od 22 do 35 zł. Jak na tą lokalizację dużo, ale chyba jest tu zdrowiej i smaczniej niż w dajmy na to Da Grasso.

   Za lunch Na rogu cafe dostaje 4 z minusem. Cena dobra, drugie danie też, zupa słabsza.Poza tym była bardzo miła kelnerka.



Piknik - Grodzisk Mazowiecki

     W Grodzisku Mazowieckim, podobnie zresztą jak w każdym innym mieście powiatowym, można zjeść albo beznadziejną pizzę albo jeszcze gorszego kebaba. Tylko restaurację, które mają do dyspozycji salę na imprezy typu chrzciny/wesele/stypy są w stanie przetrwać. Niestety zazwyczaj są w stylu rokoko i nie da się na nie patrzeć, a co dopiero tam jeść. Zostają zatem kebaby i pizzerię, które są ulubionym miejscem spotkań młodzieży, która niedorosła jeszcze do do tego by docenić prawdziwe jedzenie. Bo przecież kotletów i ziemniaków jeść nie będą, bo mają to wszystko w domu. Poza tym płacić około 20 zł za obiad, który ma się w domu?

   Na szczęście takie myślenie powoli się zmienia. Przynajmniej tak jest blisko stolicy. Dajmy na to w takim Grodzisku Mazowieckim jest odnowiony i zrewitalizowany park, a zaraz obok knajpka o nazwie Piknik. Pięknie położona w drewnianym domku, ładnie wyposażona, w środku był nawet architekt i przede wszystkim jest menu dla ludzi cywilizowanych. Niestety nie jest jakoś tanio - ceny raczej warszawskie. Ale z drugiej strony - są potrawy wegetariańskie, są bezglutenowe i w ogóle jest spoko.
    Co wzięliśmy? Zupę dnia czyli krem z białych warzyw za 8 blach. W zasadzie potrawa dość poprawna, ale trochę brakowało jej wyrazistości - była dość mdła. Raczej nie warta swej ceny. Naprawdę była nijaka.

    Drugie danie czyli pierś z kurczaka z fasolą szparagową (wersja bezglutenowa) była świetna. Wręcz soczysta, świetnie przyprawiona. Naprawdę dobra - udało się uniknąć suchego kawałka mięcha jak to zazwyczaj bywa z kurczakiem. Cena? 26 zł, czyli nie mało. Na taki wydatek trzeba się przygotować - większość dań kosztuje od 22 do 35 zł. Jest jeszcze np. steak za ok. 50 zł. Sporo jak na Grodzisk, ale biorąc pod uwagę, że jest to jedyna znana mi knajpa w tej okolicy, która nie zabija nas nadmiernym rokoko i pizzą w menu, to o klientów jestem w miarę spokojny.
    Na koniec ocena czyli mocna 4. Dlaczego tak nisko? Zupa była bardzo zwykła, a ceny są bardzo wysokie. Tu nie może być 5, choć jest naprawdę blisko, bo sama knajpa, oferta (vege + bezglutenowe menu), obsługa i drugie danie było naprawdę dobre.



poniedziałek, 23 czerwca 2014

Trattoria Casa Mia - Warszawa/Mokotów

    A teraz coś z zupełnie innej beczki - Trattoria Casa Mia na rogu Niepodległości i Odyńca. Tu nie jest tanio - oj nie. Koniec z potrawami za 10 zł czy dobrym chłodnikiem za 6 zł. Tu się chodzi posiedzieć i wydać 5 dych ot tak sobie.
   Nie przedłużając - na pierwsze danie chłodnik ogórkowy za 15 zł. Znakomity, świetnie przyprawiony, gęsty, dobre składniki i gadżety (czyt. warzywa). Ilość: tyle co kot napłakał. Za 15 zł w Barze Prasowym mam około litr znakomitego chłodnika.
     Na drugie wzięliśmy sałatki. Ja sałatkę z łososiem (w karcie nazywa się to: coś tam, coś tam po włosku i salmone). Koszt 29 zł. Był dobry łosoś, dobre szparagi i reszta rzeczy, które powinny sie tam znaleźć. Sałatce niczego nie brakowało - była smaczna i wystarczająca ilościowo. Wszystko naprawdę ładnie podane i smaczne. Potrawa na bardzo dobrym poziomie. Tylko droga.
   Dodam jeszcze, że pani SS wzięła sałatkę z kaczką (coś tam, coś tam po włosku i kaczka też po włosku) - niestety nie pamiętam ceny, ale raczej powyżej 30 zł. Potrawa dobra, kaczka najwyższej jakości, pomarańcze plus własny sos owocowy (którego nota bene było chyba za dużo). Też smacznie i dobrze. I też za drogo.

     Reasumując: nie tego tutaj szukamy. Tarttoria nie jest tania, kasa mija tu szybko, w zamian dostajemy dobre rzeczy, ale nie wiem czy warto przepłacać. Choć chłodnik najwyższej klasy - naprawdę. 4 stary.





Bar Azjatycki Hami - Warszawa/Słodowiec

     Bar Hami to jedno z kultowych miejsc na Bielanach. Nie wiem czy słowo kultowy jest dobre, ale to miejsce znają wszyscy: od policjantów i strażników miejskich po kibiców Legii i krawaciarzy. Chyba tylko hipsterzy nie mogą znieść beznadziejnego wystroju baru i klimatu dla wszystkich. A może się mylę?

    Kiedyś słynny chińczyk Hami znajdował się w beznadziejnej budzie niedaleko byłego dworca PKS Marymont. Potem dworzec zburzyli, teraz przyszła pora na budy. Bar przeniósł się troszkę dalej, w górę ulicy Kasprowicza do kolejnych beznadziejnych pawilonów (które lata świetności mają już dawno za sobą).

    Nie wiem jak to jest, ale każdy bar wietnamski ma taki sam wystrój, takie same potrawy, nawet pracują tam ci sami ludzie. Nie wiem jak to wyjaśnić, ale opisując jedno miejsce opisuje się wszystkie. Wyjątkiem jest właśnie Bar Hami - tylko nie wiem dlaczego. A! Nie! Juz wiem! Hami oferuje strasznie wielkie porcje, jest tani i w związku z tym jest mocno popularny. Popularność przekłada się na świeżość potraw - toteż mamy pewność, że nie będziemy mieli po wizycie tutaj problemów gastrycznych.
   A co właściwie oferuje bar? To samo co inne tego rodzaju knajpki - papkę z warzywami, kurczakiem, kaczką, wieprzowiną, wołowiną plus ryż i surówka. Jest jeszcze makaron sojowy albo ryż smażony. I wszystko może być na ostro, albo w 5 smakach albo coś tam. Nie ważne. I tak wszystko smakuje podobnie. Aha! Zapomniałbym. Większość z klientów wybiera kurczaka w cieście. Nie wiem dlaczego. Być może przypomina im pączki, które lubią, a przecież nie wypada jeść ich na obiad.

   Ja tym razem wziąłem całą porcję kurczaka na ostro (10,50 zł), a pani Ptak wzięła ryż smażony z kurczakiem - połowę porcji (drugie zdjęcie). Jak widać na załączonych obrazkach porcję są niezłe, albo nawet zajebiste, a cena niewielka. I to jest chyba klucz do sukcesu Baru Hami.

   Smakowo jak? Siak! Tanie potrawy w tanich barach wietnamskich są zawsze takie same, tutaj być może są troszkę lepsze, ze względu na świeżość potraw. Do tego darmowy sos ostry przy stoliku. Zawsze jakiś plus. Zasadniczo jeśli mamy ochotę na chińczyka/wietnamczyka warto wpaść akurat tu - bo na Kasprowicza jest jednak najlepiej, więc Bar Hami jest przeze mnie odwiedzany od czasu do czasu. W końcu trzeba kiedyś wszamać tanią chińszczyznę.

   4 stary - głównie ze względu na dobre ceny, duże porcje i niezłą świeżość potraw. Reszta bardzo typowa. Nie wiem czy ta czwórka nie jest na wyrost, ale co tam - niech mają.



piątek, 30 maja 2014

Bar Warszawa de luxe - Warszawa/Stare Miasto

     Chyba pierwszy raz piszę o knajpce na Starym Mieście. W sumie od czasu do czasu tu bywam - widocznie nie ostatnio. Ogólnie Stare Miasto umiera na własne życzenie - nocą nie wiele się tu dzieje - mieszkańcy skutecznie wykurzają ludzi z tego miejsca.

    Bar Warszawa (mniejszy) i Warszawa de luxe (większy) na skrzyżowaniu Miodowej z Krakowskim Przedmieściem to jedno z miejsc, które parę lat temu powstało na podstawie mody na lokale w stylu "przekąski - zakąski". W sumie fajnie, bo brakowało takich miejsc.
    Początkowo było tu wszystko po 8 zł (zakąski) i 4 zł (napitki) - niestety czasy idą do przodu i teraz wszystko kosztuje odpowiednio 11 zł i 5 zł.
    W środku dość typowo - przypadkowe krzesła i stoły - niby stylizowane na przedwojenne, do tego stare stroje, radia i tapety a'la retro. To już jest nudne, ale zasadniczo mi to nie przeszkadza - knajpa jest obliczona na szybkie dania, szybkie trunki i szybkich klientów. Choć akurat Warszawa de luxe posiada stoły i można tu usiąść na dłużej. Ale nie wiem czy warto.

Jakby ktoś pytał: w weekendy organizowane są tu huczne potańcówki.

   A co można zjeść? To co zawsze: tatar, pyzy, kaszankę, pierogi i takie tam. Specjalnością lokalu jest kiełbasa po warszawsku czyli kawałki kiełbasy z cebulą w sosie musztardowym. Niezłe, ale opowiem o tym kiedy indziej, bo teraz tego nie jadłem. Zatem czas na tatar, który za 11 zł oferuje w miarę świeże mięso mielone z dodatkami. Niestety mięso jest jakby wodniste? Czy to oznacza, że je właśnie wyjęli z jakiejś marynaty wodnej przedłużającej życie mięsa i jego wagę? Oby nie. Danie jest zjadliwe, ale jasli ktoś przed chwilą jadł tatar w Warszawie Wschodniej albo w domu to tym będzie niepocieszony. To jest pewne. Generalnie z tanich tatarów ten jest jednym z lepszych - wiadomo za cenę 11 zł nie dostanie się super jakości. Zatem jak na tani tatar Warszawa de luxe może uzyskać taką samą ocenę co Meta czyli 4 stary.

   Jeszcze mam kilka słów o barmanach - niestety są średnio mili. Zazwyczaj nie uśmiechnięci i małomówni - od pana Romana dzieli ich jakieś 15 tysięcy milionów lat świetlnych. Na dodatek nie krzyczą jak już jest gotowa potrawa i twój tatar może ukraść jakiś gagatek. Tu duży minus. I jeszcze jedno - klientela. Bar jest czynny 24H i często spotykają się tu tacy ludzie, że od słuchania ich krzyków odpadają uszy, kołpaki w polonezach, kafelki ze ścian i wąsy Lechowi Wałęsie. Daję 4 stary - choć nie wiem czy nie na wyrost.


Klukovka - Warszawa/Muranów

     Znowu powracamy do Klukovki - byłem tu już kilka razy (w lutym i w styczniu). Wtedy były świetne zimowe dania. A co goście ze wschodu przygotowali na późną wiosnę? Oczywiście chłodnik. Ale nie byle jaki, bo z Azji Środkowej o nazwie Czalop. Jest biały z rzodkiewką, ogórkiem i innymi świeżymi warzywami. W smaku jest podobny do polskiego tylko nieco bardziej ostry i ... wodnisty. Zdecydowanie brakuje mu wyrazistości. Cena: 10 zł, ale porcja dość solidna.

    Inną nowością jest duży wybór piw wschodnich (w dobrych cenach od 8 zl do 12 zl) oraz gruzińskiej lemoniady z estragonem (0,5l za 8 zł). Dla mnie niestety zbyt słodka, ale z drugiej strony bardzo ciekawa smakowo - warto było ją spróbować.
   Tym razem zabrakło wyrazistości i ostrości w smaku. Klukovka to fajne miejsce - wiele potraw jest naprawdę niezłych i warto tu się od czasu czasu wybrać - tym bardziej że sezonowo serwują nowości. Zawsze ze wschodu. Tym razem mocna czwórka.


poniedziałek, 19 maja 2014

Zajazd Krywań - Słostowice

    Od razu muszę przeprosić wszystkich za ciemne zdjęcia - niestety w Zajeździe Krywań panuje półmrok. Oprócz tego panował także Irkuck czyli straszne zimno. Wprawdzie  byliśmy tu 3 maja, ale temperatura oscylowała wokół 11 stopni na zewnątrz - w środku nie było lepiej.

    Zajazd Krywań to typowa góralska restauracja na trasie numer 1 na odcinku Częstochowa - Piotrków Trybunalski. Są belki, ławy, krzesła z pniaków i inne takie tam przaśne gadżety. Zazwyczaj w takich knajpach nie jest tanio, ale za to smacznie. Mniej więcej było tak również tutaj
    Zamówiłem niezbyt oryginalnie: Pomidorowa z makaronem - 10 zł oraz filet z kurczaka z buraczkami i kluskami śląskimi - 29 zł.

    Wszystko było smaczne, ale bez zachwytów. Restauracja Tatrzańska w Kobiórze bije Krywań na głowę. Pomidorowa była bardzo zwykła tylko o kilka procent lepsza od stołówkowej albo takiej z podrzędnego baru mlecznego typu Społem. Kurczak świeży i smaczny, kluski bardzo dobre, tak samo zresztą jak buraczki. Było dobrze, a spodziewałem się orgii smakowej.
    Dlatego Krywań dostaje tylko 4 stary głównie za dość duże ceny, które nie licują z dobrym, ale dość zwykłym jedzeniem. Minus także za temperaturę w środku.




środa, 30 kwietnia 2014

Amatorska - Warszawa/Śródmieście

     W Amatorskiej już byliśmy. O tutaj. Jak już pisałem lubię tę knajpę - głównie za klimat. Tym razem zamówiłem danie dnia czyli żurek i klopsiki za 20 zł. Siłą Amatorskiej jest to, że oferta dnia jest dostępna do wyczerpania zapasów danej potrawy. Fajnie, bo większość knajp lunch sprzedaje do 16tej, a potem jedz pan dania z karty za pincet.

    Niestety obiad był dość średni. Zresztą czego się spodziewać po klopsikach? Czy istnieją w ogóle dobre klopsy? Chyba tak - w Szwecji. W Polsce zazwyczaj to jest kawał rozgotowanego mięsa, bez smaku i charakteru. W tym wypadku było podobnie, choć nie aż tak źle. Sos był dobry, ziemniaki też w miarę. Surówka typowa i nijaka.

    Żurek zdecydowanie lepszy - wyrazisty i kwaśny. Trochę brakowało dobrej kiełbasy w środku.
     Reasumując: trafiłem na niezbyt szczęśliwą potrawę, która rzadko mi smakuje. Żurek dobry, ale bez euforii. Oferta 20 zł na Nowym Świecie za dwa dania świetna  - choćby za to należy się czwórka.

    

środa, 26 lutego 2014

Wilczy Głód - Warszawa/Śródmieście

     Wilczy głód to nowe miejsce znajdujące się przy ulicy Wilczej w Warszawie. Wystrój dość typowy, mało miejsca w środku, ale jest jasno, schludnie i ładnie. Może się podobać wszędobylski wilk na ścianach i żyrandole/kinkiety z gałęzi. A co można tu zjeść?
    W menu jest dużo dań wegetariańskich. Fajne jest to, że restauracja próbuje stworzyć własne dania - niespotykane nigdzie indziej. Zaintrygowała nas buraczkowa zalewajka śledziowa, ale tym razem byliśmy bardziej głodni i od razu przeszliśmy do dań głównych. No właśnie. W Prasowym czy innym tanim barze zamówilibyśmy II danie z zupą. Tutaj tak łatwo nie jest, bowiem potrawy są dość drogie i pełny obiad z deserem i przystawką może spokojnie przekroczyć 100 zł dla jednej osoby. Bez sensu.
    Co w związku z tym wzięliśmy? Dajmy na to ja i pani Gom chrupiące pałki kurczaka z buraczkami za 27 zł. Na talerzu otrzymuje się dwie chrupiące kulki zlepione z jakiejś zieleniny, kurczaka i czegoś jeszcze plus buraczki. Nie ma tego dużo, ale na obiad zdecydowanie wystarczy. Potrawa dobra, smaczna, brakowało tylko tego czegoś, jakiejś wyrazistości. Może kurczak był zbyt mało wyczuwalny. Nie wiem, w każdym razie nie było to niebo w gębie, choć potrawa była jako tako smaczna. Pani Fi zamówiła kawałki indyka na rukoli (28 zł). Fajna, dobra sałatka, którą trudno zepsuć. Indyk na zimno, ale bardzo dobry jakościowo i smakowo. Nasz nie zastąpiony wegetarianin pierwszej klasy - pan Pleśniak - wybrał tym razem pierogi z dynią i kaszą jęczmienną (20 zł). Danie podano na specjalnej jeszcze ciepłej patelni "made in france". Fajnie, ale kolega Pleśniak zeznał, że pierogi są spoko, ale czegoś im brakuje. Trochę były nijakie. Chyba wystąpiła podobna sytuacja co w przypadku chrupiących pałek kurczaka. Niby wszystko ok, a czegoś brukuje.
    Warto wspomnieć, że do popicia wzięliśmy herbatę za 9 zł i napój rabarbarowy John Lemon za 11 zł. Generalnie wszystko fajnie, zdrowo i jakościowo na dobrym poziomie, ale niestety za drogo. Zarówno jedzenie, jak i napoje.
     Wilczy głód warto odwiedzić głównie ze względu na niestandardowe potrawy. Wszak ile można jeść schabowych i pierogów ruskich? To jest z pewnością największy plus sympatycznej knajpki w centrum Warszawy. Niestety potrawy mimo iż nie były złe to brakowało im do ideału. Do wszystkiego dochodzą dość wysokie ceny, które przekreślają tę knajpkę w moim codziennym menu. Reasumując: 4 stary.

wtorek, 25 lutego 2014

Ciepłe Zimne - Warszawa/Śródmieście


     Ciepłe Zimne to niby zwykła cukiernia w centrum (Wilcza, blisko Kruczej), ale nie do końca. Wprawdzie wystrój jest standardowy - typowy dla lokali z lat 90. to oferta jest nieco ciekawsza od wizerunku. Oprócz lodów własnej roboty mają tutaj dobre gofry, a w dni powszednie oferują lunch. Tak, tak. Lunch w cukierni. Dajcie mi święty spokój.
     Wpadliśmy tu na niedzielny deser i chyba jesteśmy zadowoleni. W zamrażalce z lodami można znaleźć m. in. lody piwne, miętowe, o smaku białej czekolady. Miły barman po moim zdziwieniu lodami piwnymi dał mi próbkę i muszę powiedzieć, ze są całkiem, całkiem.Gofry też są niczego sobie - przypominają te z wakacji z 1990 roku w Wiśle, więc chyba jest dobrze. Do tego jeszcze dobra kawa i podwieczorek mamy gotowy.  Było git, niestety były też minusy.
     Oprócz wystroju z lat 90. denerwuje gadające w tle Radio Złote Przeboje, w którym można usłyszeć Backstreet Boys, panią Spears, a potem reklamę leku na hemoroidy. A wystarczyło by puścić jakiekolwiek radio internetowe i byłoby zdecydowanie lepiej. Drugi minus to temperatura panująca na antresoli. Było gdzieś około 600 stopni jakiegoś tam Celsjusza. A trzeci minus to kompletny brak ciast w ofercie. Dlatego daję cukierni z Wilczej 4 stary. Są minusy, są dobre lody i gofry, nie ma ciast. Może kiedyś wpadniemy tu na lunch - byleby nie latem bo zejdziemy na miejscu.

niedziela, 23 lutego 2014

W oparach absurdu - Warszawa/Stara Praga

     Dziś powracamy do sympatycznej knajpki W oparach absurdu przy ulicy Ząbkowskiej. Ostatnio ustaliłem, że jest to świetne miejsce na wypad na piwo tudzież wódeczkę. Już wtedy praski lokal dostał minus za notoryczny brak tatara. Ostatnio też go nie było. Dlatego sprawdziłem czy można zjeść tu po ludzku.

    Coś tam można, ale praktycznie z dań obiadowych są tylko pierogi (w menu po angielsku "home made pierogi"). Wziąłem wersję z mięsem czyli jak to mówi kolega Jano - z pasztetową. Pewnie dlatego, że zazwyczaj jakość mięsa w pierogach to jakiś dramat, a i kolor podpada pod polską specjalność wędliniarską. W tym wypadku nie było aż tak źle. Jakość była na wysokim poziomie, pierogi były zjadliwe, ciasto nierozgotowane, twarde, a nadzienie w porządku. Gorzej z ceną - 18 zł za 6 szt. Dla mnie za drogo i już pewnie nigdy nie zjem tutejszego specjału. 4 stars for pierogi.

czwartek, 20 lutego 2014

Pizza Americana 24h - Warszawa/Kamionek

     Buda sprzedająca pizze, zapiekanki i burgery o nazwie Pizza Americana znajduje się przy ulicy Grochowskiej, niedaleko wyjazdu ulicy Mińskiej. Kiosk należy do pizzerii znajdującej się w sąsiedniej kamienicy i otwarty jest 24h na dobę (w zimę do 22ej). To tyle wstępu. A czy można tam zjeść po ludzku?

    W sumie można, choć asortyment nie jest jakiś niesamowity. Dla mnie najważniejsza jest obecność zapiekanek, bo spotkać dobrą w Warszawie jest naprawdę trudno.
     Do wyboru jest klasyczna zapiekanka z pieczarkami, z szynką i salami. Wszystkie po 4,99 zł. Tanio? Tak, ale kanapki są bardzo małe. Bułka jest licha i trudno się ją jakoś najeść - właściwie można tutejszą zapiekankę liczyć jako przekąskę typu snickers albo jak drożdżówkę z biedronki. Ser i pieczarki są git. Grzyby są nawet widoczne. Do wyboru są różne sosy: czosnkowy, ostry i ketchup. Generalnie może być, ale bez wielkiego entuzjazmu.

   W sumie duży plus za cokolwiek czynnego po 23ej, co w Warszawie jest sukcesem na miarę wszystkich medali na olimpiadzie. Minus za niewielką porcję i standardowy smak. Reszta potraw? Jeszcze nie próbowaliśmy. Ceny przyzwoite - burgery około 15 zł, pizza w kawałkach ok. 10 zł.

     Razem: 4 stary czyli jak w szkole: dobry.