Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deser. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deser. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 marca 2014

Urodziny restauracji Mąka i Woda

     W niedzielę odwiedziliśmy restaurację Mąka i woda, która w ostatni weekend świętowała pierwsze urodziny. W związku ze świętem przygotowano specjalne urodzinowe i bardzo promocyjne menu. Kolejka chętnych wychodziła daleko poza knajpę, prawie jak w Barze Bambino.

    Zamówiliśmy sałatkę di mare z ośmiornicą i krewetkami, pizzę diavolo (odpowiednio ostrą) i raviolo con uovo czyli wielkiego pieroga z domową ricottą, jajem, masłem i parmezanem. Wszystko było bardzo dobre, szczególnie do gustu przypadła mi znakomita pizza. Raviolo wręcz tonęło w maśle, co czyniło tę potrawę bardzo ciężką. Ceny w dniu urodzin? Za pizzę 15 zł, za pieroga 10 zł. Tak, to można. Na co dzień jest co najmniej 100% drożej.
     Na co dzień drożej, bo i produkty są raczej z wyższej półki. Twórcy restauracji wykonują wszystkie potrawy tylko z regionalnych produktów włoskich. Czuć to podczas konsumpcji.

   Na deser wzięliśmy Budino czyli coś z czekolady, karmelu i czegoś tam. Generalnie najlepszy punkt niedzielnego obiadu. Świetny deser - jeden z lepszych w moim życiu. Warto było.
     W związku z tym, że byliśmy tu podczas urodzin, a ceny i oferta były specjalne nie będę oceniał lokalu. Fajnie, że właściciele zdecydowali się na takie właśnie świętowanie. Wiele osób było po raz pierwszy w Mące i wodzie, może tu wrócą, może nie, ale wspomnienia zostaną raczej pozytywne.

Adres: Chmielna 13A.


wtorek, 4 marca 2014

Świetlica - Warszawa/Śródmieście

     Dzięki mojej nowej komórce mogę zgłosić się na konkurs: "Najgorsze zdjęcia roku - World Press Foto". Z naciskiem na Foto przez F.

    Tym razem zapraszam do nowej knajpki w Śródmieściu - na Marszałkowskiej, przy Oleandrów i na przeciwko Prasowego. Lokal nazywa się Świetlica i jest standardowym pubem. Bardzo standardowym, bo wystrój jest typowy: stare krzesła, nie najnowsze stoły, ciemne ściany i ogólna ciemnica. Generalnie jest bardzo przytulnie - oczywiście jak ktoś lubi takie klimaty.

   Jak na prawdziwy pub przystało do wyboru mamy głównie alkohole plus ewentualnie herbaty, kawy i ciasta. Z piw można polecić np. Bernarda albo Książęce ciemne łagodne z kija. My tym razem w Świetlicy żądaliśmy siódemek deseru. Dostaliśmy dobrą kawę i spore kawałki brownie oraz sernika z kajmakiem. Smaczne, świeże (chyba robione na miejscu) i w standardowej cenie (10 zł). Przydało by się ciasta złamać jakimś owocem lub kremem czy czymś. Ale nie ma co narzekać - generalnie było spoko - jak mówi młodzież jak mówiła młodzież 10 lat temu.
     Świetlica to bardzo dobre miejsce na spotkania ze znajomymi przy piwie. Jest tu wbrew pozorom (wejście do knajpy jest małe, od razu jest bar - z zewnątrz wygląda jakby lokal miał tyle miejsca w środku co szewc przy Żelaznej) całkiem sporo miejsca. Plusem są dobre piwa, niezła kawa, własne ciasta oraz dobrze dobrana muzyka w tle. W weekendy można się tu natknąć na koncerty lub jakieś inne eventy. Spoko - ocena bardzo dobra. Siadaj.



wtorek, 25 lutego 2014

Niespodzianka Cafe - Warszawa/Śródmieście

     Kawiarnia Niespodzianka znajduje się przy ulicy Marszałkowskiej na przeciwko Baru Prasowego i Teatru Rozmaitości. W środku jest przytulnie,sympatycznie i takie tam - ble, ble, ble. Generalnie jak wszędzie.

    Niestety gorzej jest jak się coś zamówi. Przepraszam, ale tak złej kawy nie piłem od czasów komunistycznych. I to jeszcze trafiłem na taką lurę w kawiarni. Nie dziwił bym się gdyby to był jakiś podrzędny bar mleczny albo urząd skarbowy albo areszt śledczy. Ale kawiarnia? W centrum Warszawy? Kawa smakowała jakbym dostał jakieś zlewki. Być może pani barmanka zrobiła napój z tego samego materiału po raz piąty? Nie wiem.
    Do kawy wzięliśmy blok czekoladowy (6 zł) - też słaby - więcej ciastek niż czekolady - w Grawitacji jest lepszy (jakby co). Było jeszcze Tiramisu (12 zł). I ten deser ratuje niespodziankę przed totalną porażką. Po prostu Tiramisu było bardzo dobre i właśnie takiego deseru się spodziewałem. I to właśnie Tiramisu ratuje ocenę mierną dla Niespodzianki. Niestety, ale idąc do kawiarni nie spodziewałem się aż takiej niespodzianki. 2 stary i to na szynach.

Ciepłe Zimne - Warszawa/Śródmieście


     Ciepłe Zimne to niby zwykła cukiernia w centrum (Wilcza, blisko Kruczej), ale nie do końca. Wprawdzie wystrój jest standardowy - typowy dla lokali z lat 90. to oferta jest nieco ciekawsza od wizerunku. Oprócz lodów własnej roboty mają tutaj dobre gofry, a w dni powszednie oferują lunch. Tak, tak. Lunch w cukierni. Dajcie mi święty spokój.
     Wpadliśmy tu na niedzielny deser i chyba jesteśmy zadowoleni. W zamrażalce z lodami można znaleźć m. in. lody piwne, miętowe, o smaku białej czekolady. Miły barman po moim zdziwieniu lodami piwnymi dał mi próbkę i muszę powiedzieć, ze są całkiem, całkiem.Gofry też są niczego sobie - przypominają te z wakacji z 1990 roku w Wiśle, więc chyba jest dobrze. Do tego jeszcze dobra kawa i podwieczorek mamy gotowy.  Było git, niestety były też minusy.
     Oprócz wystroju z lat 90. denerwuje gadające w tle Radio Złote Przeboje, w którym można usłyszeć Backstreet Boys, panią Spears, a potem reklamę leku na hemoroidy. A wystarczyło by puścić jakiekolwiek radio internetowe i byłoby zdecydowanie lepiej. Drugi minus to temperatura panująca na antresoli. Było gdzieś około 600 stopni jakiegoś tam Celsjusza. A trzeci minus to kompletny brak ciast w ofercie. Dlatego daję cukierni z Wilczej 4 stary. Są minusy, są dobre lody i gofry, nie ma ciast. Może kiedyś wpadniemy tu na lunch - byleby nie latem bo zejdziemy na miejscu.

środa, 1 stycznia 2014

Restauracja Mozaika - Warszawa/Mokotów

     Jeśli szukacie prawdziwego klimatu PRL to Mozaika Cafe jest najlepszym miejscem w mieście. Tutaj życie toczy się w innym wymiarze, jakby Edward Gierek nadal był głową państwa, porucznik Borewicz naprawdę ścigał przestępców (i zaraz wpadnie do Mozaiki z jakąś miłą panią), a Kazik Deyna nadal kopał futbolówkę w Legii.

    Rano spotykają się tu panowie na brydżu, wieczorem organizowane są dansingi, a klientela lokalu ma średnią wieku 150 lat. Do tego dochodzi obowiązkowa szatnia za 2 zł z wyśmienitym szatniarzem, który z miejsca mógłby zagrać u Gruzy lub Barei i przesympatyczny szybki w ruchach kelner, który wskaże nam odpowiedni stolik. Wisienką na torcie jest wystrój w stylu końca lat 80. i genialny neon na zewnątrz lokalu.
       W karcie znajdziemy standardowe dania restauracyjne: od przekąsek typu śledzik w oleju i befsztyka tatarskiego poprzez zupy i drugie dania (typu schabowy i mielony) do deserów pod postacią lodów czy ciastek. Jest też wszelkiej maści alkohol.

     My byliśmy w Mozaice późnym wieczorem - po 21ej (lokal czynny do 22ej - kuchnia też co jest bardzo ważne, bo w Warszawie coraz trudniej o nocne jedzenie) - wzięliśmy zatem niewielkie desery. Kolega Pleśniak zamówił szarlotkę z lodami (15 zł) i kawę z ekspresu (8 zł), koleżanka Fi deser lodowy (18 zł) i kawę z mlekiem (8 zł). Ja natomiast miałem najlepszy deser pod słońcem czyli Tatar z pieczywem i masłem (25 zł + 2 zł + 2zł), oczywiście z dwójką milicjantów (Wyborowa, 8 zł).

   Słodkie desery były zwykłe i nijakie, niczym specjalnie się nie wyróżniały, a cena była skalkulowana tak, żeby utrzymać i szatniarza, i kelnera, i panie kucharki pracujące gdzieś z tyłu lokalu. Obok siedziało dwóch panów z przy secie (autentycznie podanej w małej szklance - jest klimat) i rozmawiali o swoich żonach.

    A teraz pora na kilka zdań na temat tatara. Nie wiem czy zasługuje on na swoją cenę, szczególnie wtedy gdy przy rachunku klient dowiaduje się, że musi dopłacić 4 zł za pieczywo i masełko. Na pewno był świeży i z dobrej jakościowo polędwicy. Był też większy niż w typowych knajpach a'la PRL. Niestety mięso było mielone co mocno obniża jego ocenę, szczególnie przy tej cenie.

     Za całość posiłku (szarlotka z lodami, deser lodowy, befsztyk tatarski, 2 x kawa, 2 x wódka, piwo Okocim) zapłaciliśmy 100 zł. Trochę dużo. Niestety by poczuć klimat PRL musimy mieć co najmniej górala w portfelu. Wszystko się zgadza przecież wówczas za wypad do restauracji lepszej kategorii też słono się płaciło. Szkoda, że tylko pani Zuza nie robiła w niedzielę striptizu. A może to i dobrze.
     Ogólnie - 4 stary - głownie za klimat, sympatycznego kelnera i szatniarza jak prlowskiego kryminału. Minus za ceny i potrawy poprawne, ale bez fajerwerków. Może jeszcze kiedyś przyjedziemy na cały obiad?
Adres: ul. Puławska - na przeciwko ulicy Grażyny, niedaleko parku Morskie Oko.

środa, 25 grudnia 2013

PaństwoMiasto - Warszawa/Muranów

     Zasadniczo w lokalu PaństwoMiasto jeszcze nie zjadłem niczego słabego. A nie, przepraszam - chłodnik z arbuza oferowany w letnim menu był taki sobie, ale wtedy tłumaczyłem sobie, że nie można było się spodziewać niczego dobrego po tej potrawie.

    PaństwoMiasto opiszemy jeszcze wielokrotnie, ale warto wspomnieć, że lokal znajduje się przy ulicy Andersa w Warszawie - między afrykańską La Mamą, a barem mlecznym. Wnętrze jest dość surowe, ale wykonane ładnie i z pomysłem. Nic dziwnego - PaństwoMiasto to knajpa dla architektów.  

     Tym razem wpadliśmy tu w wigilię wigilii rozgrzać się na przy egg noggu, którego zaczęli serwować na Muranowie kilka dni temu, w ramach zimowych rozgrzewaczy. Dlatego w tej chwili opiszę tylko wrażenia z małej przekąski i kilku ciepłych drinków. Na większe potrawy jeszcze przyjedzie pora.

     Egg nogg to drink stworzony ze szkockiej whisky (tutaj Dewar's White), advocaata, mleka, syropu cynamonowego i gałki muszkatołowej. Całość podawana jest na ciepło, choć nie jest to konieczność. Drink jest wyjątkowo smaczny, zdecydowanie rozgrzewający i warty polecania. W wydaniu PaństwoMiasto wręcz znakomity. Polecam! Cena: 18 zł.

  Poszliśmy zatem za ciosem i spróbowaliśmy jeszcze Białego Grzańca (15 zł) i Milky Way'a (16 zł). Biały grzaniec to nie tylko białe wino na ciepło z gadżetami w środku  w tym wypadku dodają jeszcze śliwowicę. Barman przynosi do stolika drink i kieliszek destylatu. Śliwowicę podpala i wlewa do szklanki. Efektownie i elegancko. Nie przepadam za grzańcami z winem, toteż napój mi średnio smakował, ale efekt ze śliwowicą znakomity. Milky Way to whisky Jameson plus mleko, goździki, syrop cynamonowy czyli taki słodszy Egg Nogg. Poprawny ale bez rewelacji. Jednak klasyczny Egg Nogg robi najlepszą robotę i warto się tu wybrać przynajmniej na jedną szklaneczkę tego napoju.


      Do całości wybraliśmy kanapkę Brie, w której oprócz sera znajdziemy żurawinę, orzechy włoskie i sałatę (10 zł). Jak zwykle w tej knajpie sandwicz był na dobrym poziomie i ze świeżych produktów. Bardzo dobra przekąska w rozsądnej cenie. Na deser poszło, tradycyjne w tym miejscu, ciasteczko owsiane z kakao (jest jeszcze z żurawiną). Oczywiście wykonywane na miejscu.

     Jak zwykle PaństwoMiasto zasłużyło na 6 starów. Jeszcze tu przyjedziemy i niejedno danie spróbujemy - szczególnie tatara, którego jestem fanem. Ale o tym w następnym odcinku.