W Amricie byliśmy już zimą, kiedy to sprawdzaliśmy nowość czyli kebab light - bardzo fajnie im to wtedy wyszło (o! tutaj). Teraz (tzn. jakiś czas temu, ale teraz mam czas o tym pisać) byłem w żoliborskiej filii Amrita, na czymś bardziej konkretnym.
A konkretem był wówczas kebab z kurczaka na talerzu z sosie tzw. średnim i wersji XXL. A wszystko za 23 zł. W porównaniu do innych cen na Żoliborzu to bardzo dobra kwota. W innych knajpach w tej dzielnicy menu wygląda mniej więcej tak: schabowy - tryliard dolarów, chłodnik - bilion koron szwedzkich plus ofiara kogoś z bliskiej rodziny, tatar wołowy - miliard miliardów euro plus kolekcja znaczków pocztowych dziadka. Itd. Itp.
Niestety, ale Amrit jest jedynym miejscem w centrum Żoliborza, gdzie można zjeść tanio i dobrze. Nie sądziłem, że tak kiedyś powiem o kebabie, ale tak jest. Mięso z Amrita jest świeże, dobre. Surówki też niczego sobie, zawsze coś dołożą oryginalnego - w swoim stylu - żadnej kapusty kiszonej. Naprawdę polecam - to jeden z lepszych kebabów w mieście. Bije na głowę resztę sieciówek z beznadziejnym Kebab King na czele.
Oczywiście jak każdy Kebab nie jest to potrawa idealna - dlatego Amrit dostaje 5 starów. Warto jeszcze wspomnieć, że po remoncie w lokalu na Placu Wilsona można kupić też szereg arabskich słodkości w osobnej kawiarence. Fajnie. Jeszcze tu wrócę zjeść inne specjały Amrita.
Aha - w Amricie jest zawsze tłok i kolejka. Nawet pózną nocą. Ale za to warto pamiętać o Amricie - do około 12tej w nocy mozna tu coś zjeść - rzadkość w Warszawie.
Przepraszam za pierwsze zdjęcie - jest fatalne. Ale tak wyszło komórką za 5 zł.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobre ceny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobre ceny. Pokaż wszystkie posty
środa, 30 kwietnia 2014
U Szwejka - Warszawa/Śródmieście(MDM)
Restaurację U Szwejka znajdującą się w Hotelu MDM przy placu Konstytucji znają chyba wszyscy. Korzystając z lanego poniedziałku i braku warszawiaków w Warszawie postanowiłem odwiedzić znaną knajpę, w której nie byłem z 20 lat. Nie byłem, bo na co dzień są tutaj ogromne kolejki, a mi się nie chce w nich stać.
No właśnie - kiepska surówka, nieciekawe frytki, mało mięsa w zupie to największe minusy Szwejka. Nie pomaga mu też wieczny tłok w środku knajpy. Na plus można zaliczyć dobrą jakość mięsa, świetny smak zupy, w miarę niskie ceny, dobrą obsługę, darmową przystawkę i naprawdę ładne wnętrze. Milą niespodzianką był także kieliszek nalewki po posiłku. Zatem 5 starów się należy. Najadłem się i byłem zadowolony, przy okazji nie straciłem milionów - a to chyba chodzi.
Generalnie nie dziwi mnie ten tłok. Szwejk jest fajnie usytuowany w samym centrum, we wnętrzu panuje klimat czeskiej knajpy z czasów Austro-Węgier. Wystrój jest naprawdę fajny i klimatyczny. Poza tym ceny menu nie są jakieś straszne - wszystko jest skrojone po ludzku: zupy ok. 8 - 9 zł, drugie dania od ok. 19 do 30 zł.
Zamówiłem zupę gulaszową (9 zł) oraz ofertę dnia czyli sznycel wiedeński z frytkami (15,90 zł). Zanim dostałem danie, na stoliku pojawił się chleb i twarożek oraz jakieś bliżej nieokreślone mielone mięso a'la konserwa tyrolska. Miły gest. Do dyspozycji był chleb biały i ciemny - świeży, dodatki też niczego sobie.
Porcja zupy nie zachwycała wielkością, ale za to była bardzo smaczna. Kwaśna, doprawiona, czuć było, że kucharz się nie lenił. Były bardzo dobre proporcje papryki do reszty potrawy. Brakowało tylko większej ilości mięsa i gęstszej konsystencji.
Sznycel był wielgachny, przypuszczalnie większy niż terytorium Austrii. Mimo to był zrobiony bardzo fachowo, cienka warstwa mięsa była wręcz idealna. Niestety sznycel ma to do siebie, że jest dość suchy. Wprawdzie jest w zestawie cytryna, ale nie wiele to daje. Frytki nie pomogły, były standardowe, też suche. nieciekawe. Najgorszym elementem potrawy była surówka - z białej kapusty czy czegoś. Było jej strasznie mało w porównaniu do kotleta. W związku z tym łatwo było się zapchać mięchem w panierce, a surówki zabrakło w połowie dania.No właśnie - kiepska surówka, nieciekawe frytki, mało mięsa w zupie to największe minusy Szwejka. Nie pomaga mu też wieczny tłok w środku knajpy. Na plus można zaliczyć dobrą jakość mięsa, świetny smak zupy, w miarę niskie ceny, dobrą obsługę, darmową przystawkę i naprawdę ładne wnętrze. Milą niespodzianką był także kieliszek nalewki po posiłku. Zatem 5 starów się należy. Najadłem się i byłem zadowolony, przy okazji nie straciłem milionów - a to chyba chodzi.
Etykiety:
5 starów,
chleb na przystawkę,
czeska knajpa,
dobre ceny,
dobre żarcie,
kolejka,
mdm,
miła obsługa,
sznycel wiedeński,
śródmieście,
tłok,
u szwejka,
warszawa,
zupa gulaszowa
poniedziałek, 3 lutego 2014
Bar Prasowy - Warszawa/Śródmieście
Bar Prasowy powinien przystąpić do akcji "Zjeść po ludzku" - tak dobrego żarcia za tak niewielkie pieniądze próżno w stolicy szukać. Jestem absolutnie zakochany w Prasowym. Nie dziwię się, że to miejsce zdobyło Wdechę 2013 za miejsce roku.
W sobotę jak zwykle zjedliśmy tu świetny i tani obiad. Na pierwszy rzut poszła ogórkowa (4,5 zł). Ale jaka ogórkowa? Mmmm... z dużą ilością gadżetów (czytaj warzyw) i mięsem. Gęsta, duża i bardzo smaczna. Palce lizać. Łyżkę też.
Na drugie danie wzięliśmy tzw. danie dnia czyli de wolaj z kaszą lub ziemniakami plus kompot i surówka (17 zł). Drobiowy kotlet nie był tym razem nadziewany masłem tylko pieczrkami z serem i jakąś zieleniną. Był świetny. Przede wszystkim świeży, soczysty, a nadzienie było znakomite. Minus za niezbyt ciepłą kaszę.Pani AM zamówiła inną potrawę: polędwiczki w sosie grzybowym z kaszą. Mówiła, że trzymają poziom. I to za 18zł w zestawie z surówkami i kompotem. Zatwierdzam.
Jak zwykle daję Prasowemu 6 starów. Nie można inaczej. I jeszcze na marginesie - wnętrze Prasowego jest naprawdę w porzo.
Adres: Marszałkowska, niedaleko Litewskiej i Zoli.
W sobotę jak zwykle zjedliśmy tu świetny i tani obiad. Na pierwszy rzut poszła ogórkowa (4,5 zł). Ale jaka ogórkowa? Mmmm... z dużą ilością gadżetów (czytaj warzyw) i mięsem. Gęsta, duża i bardzo smaczna. Palce lizać. Łyżkę też.
Na drugie danie wzięliśmy tzw. danie dnia czyli de wolaj z kaszą lub ziemniakami plus kompot i surówka (17 zł). Drobiowy kotlet nie był tym razem nadziewany masłem tylko pieczrkami z serem i jakąś zieleniną. Był świetny. Przede wszystkim świeży, soczysty, a nadzienie było znakomite. Minus za niezbyt ciepłą kaszę.Pani AM zamówiła inną potrawę: polędwiczki w sosie grzybowym z kaszą. Mówiła, że trzymają poziom. I to za 18zł w zestawie z surówkami i kompotem. Zatwierdzam.
Jak zwykle daję Prasowemu 6 starów. Nie można inaczej. I jeszcze na marginesie - wnętrze Prasowego jest naprawdę w porzo.
Adres: Marszałkowska, niedaleko Litewskiej i Zoli.
Etykiety:
6 starów,
bar,
bar mleczny,
centrum,
de wolaj,
dobre ceny,
dobre żarcie,
fajny klimat,
kasza,
ładne wnętrze,
marszałkowska,
ogórkowa,
polędwiczki,
prasowy,
śródmieście,
tanie żarcie,
zjeść po ludzku
czwartek, 30 stycznia 2014
Bar Prasowy - Warszawa/Śródmieście
Bar Prasowy powrócił na mapę warszawskich barów mlecznych w wielkim stylu. Choć nie ma już klimatu PRL-owskiego mleczaka, choć jest mocno hipsterski i panuję w nim ciągły tłok to warto poczekać chwilę w kolejce.


Nowy właściciel nie robi tysiąca dań na raz i skupia się na kilku potrawach plus zawsze obecne pierogi, naleśniki, leniwe i pomidorową. My byliśmy tam w ostatnią niedzielę stycznia 2014 i wzięliśmy pełen zestaw dań: pomidorową (1,5 zł), danie dnia czyli burito z salsą (16 zł) i buraczkami zasmażanymi (2 zł), leniwe, ruskie i karkówkę z sosem pomidorowym w zestawie z ziemniakami i surówką (14 zł). Co tu dużo mówić - wszystko było dobre. Szczególnie porównując jakość do ceny.
Burito smaczne, duże, ale za mało pikantne, za to buraczki były dość ostre - być może inne osoby mogły by mieć pretensje do kucharza. Ja byłem zachwycony. Pomidorowa, mimo iż kosztuje złotego z groszami jest kwaśna i mocna w smaku. Taka akurat. W zasadzie nie było się do czego przyczepić. Ruskie też znakomite - mogłyby być bardziej wyraziste czyli pikantniejsze po prostu. Ale i tak były na dobrym poziomie. Czuje się, że potrawy są robione na miejscu. Jedynie kompot jako dodatek do obiadu był nijaki i wodnisty. Trudno, jakoś to przeżyjemy.
Prasowy z dobrego baru mlecznego stał się znakomitym barem. Nie wiem czy jest jeszcze mleczny, bo klimat jest bardziej nowoczesny - młodzieżowy, ale wcale to nie przeszkadza. Jest czysto, schludnie i ze smakiem. Dodatkowy plus za małą salę z wielkim wspólnym stołem. Polecam - polecam - polecam. 6 starów. W sobotę idę na rozdanie nagród Wdech 2013 - mam nadzieję, że Prasowy dostanie jakąś nagrodę.
Adres: Marszałkowska - blisko litewskiej i TR Warszawa.
Etykiety:
6 starów,
bar,
bar mleczny,
burito z salsą,
centrum,
dobre ceny,
dobre żarcie,
karkówka z sosem pomidorowym,
kolejka,
kompot,
leniwe,
pierogi ruskie,
pomidorowa,
prasowy,
śródmieście,
tanie żarcie,
warszawa
wtorek, 28 stycznia 2014
Zapiexy Luxusowe - Warszawa/Saska Kępa
Przepraszam za zdjęcia, ale jakoś tak wyszło, że przypomniałem sobie o nich w połowie posiłku. Lokal na Saskiej Kępie to drugie juz miejsce w Warszawie sygnowane logiem Zapiexów Luxusowych. Wybór potraw jest zgodny z nazwą knajpy i mamy tu do czynienia tylko z zapiekankami. W porzo.
Same zapiekanki są dość duże, ten ochłap ze zdjęć poniżej to już tylko połowa kanapki. Zatem większość ludzi bierze sobie jedną sztukę na dwie osoby. Jak na taką bułę ceny nie są duże - moja tzw. extra mocna z kiełbaską i papryczką jalapeno kosztuje 11,50. Ceny chyba nie wychodzą poza 15 zł przy największym wypasie. Jest też standardowa zapiekanka z serem i pieczarkami za ok. 10 zł. Można też sobie dobierać składniki samemu, np. oscypek, ser mozzarella i dodatkowy ser dla miłośników cholesterolu albo papryka jalapeno x 7 dla twardzieli spod znaku Charlesa Bronsona.
Sosy i przyprawy można pobrać sobie samemu przy oddzielnym stoliku, co dla Polaków zakochanych we wszelkich sosach jest wyjściem bardzo dobrym.
A jak smakują zapiexy? No właśnie. Tu jest ich największy minus. Nie są złe, na pewno nie znajdziemy na nich pleśni czy elementów jeszcze zamrożonych jak w często bywa w nadmorskich budach. Z drugiej strony zapiexy nie są też jakieś rewelacyjne. Ser jest dziwny, bardzo miękki i słabo ciągnący się. Właściwie nie ma smaku. Dodatki zawsze są świeże i nie mam do nich jakiś zastrzeżeń poza tym, że pieczarek jest jak na lekarstwo. Bułka świeża, ale bardziej z tych napompowanych jakimś spulchniaczem. Brzmi to wszystko nie najlepiej, bo po prostu są w Warszawie lepsze miejsca z zapiekankami, a do tych z Krakowa zapiexom daleko jak naszym piłkarzom do zdobycia jakiegoś pucharu. Mimo wszystko Zapiexy Luxusowe mają w sobie coś takiego, że od czasu czasu można tam wpaść. Fajny jest lokal, gazety z przedwojennymi ogłoszeniami, wystrój, ceny, obsługa, możliwość płatności kartą. W sumie wszystko jest git. Gdyby poprawili gatunkowo ser i dorzucili więcej pieczarek byłoby idealnie. A tak są tylko 4 stary.
Same zapiekanki są dość duże, ten ochłap ze zdjęć poniżej to już tylko połowa kanapki. Zatem większość ludzi bierze sobie jedną sztukę na dwie osoby. Jak na taką bułę ceny nie są duże - moja tzw. extra mocna z kiełbaską i papryczką jalapeno kosztuje 11,50. Ceny chyba nie wychodzą poza 15 zł przy największym wypasie. Jest też standardowa zapiekanka z serem i pieczarkami za ok. 10 zł. Można też sobie dobierać składniki samemu, np. oscypek, ser mozzarella i dodatkowy ser dla miłośników cholesterolu albo papryka jalapeno x 7 dla twardzieli spod znaku Charlesa Bronsona.
Sosy i przyprawy można pobrać sobie samemu przy oddzielnym stoliku, co dla Polaków zakochanych we wszelkich sosach jest wyjściem bardzo dobrym.
A jak smakują zapiexy? No właśnie. Tu jest ich największy minus. Nie są złe, na pewno nie znajdziemy na nich pleśni czy elementów jeszcze zamrożonych jak w często bywa w nadmorskich budach. Z drugiej strony zapiexy nie są też jakieś rewelacyjne. Ser jest dziwny, bardzo miękki i słabo ciągnący się. Właściwie nie ma smaku. Dodatki zawsze są świeże i nie mam do nich jakiś zastrzeżeń poza tym, że pieczarek jest jak na lekarstwo. Bułka świeża, ale bardziej z tych napompowanych jakimś spulchniaczem. Brzmi to wszystko nie najlepiej, bo po prostu są w Warszawie lepsze miejsca z zapiekankami, a do tych z Krakowa zapiexom daleko jak naszym piłkarzom do zdobycia jakiegoś pucharu. Mimo wszystko Zapiexy Luxusowe mają w sobie coś takiego, że od czasu czasu można tam wpaść. Fajny jest lokal, gazety z przedwojennymi ogłoszeniami, wystrój, ceny, obsługa, możliwość płatności kartą. W sumie wszystko jest git. Gdyby poprawili gatunkowo ser i dorzucili więcej pieczarek byłoby idealnie. A tak są tylko 4 stary.
Etykiety:
4 stary,
charles bronson,
dobre ceny,
gazetki ścienne,
jalapeno,
kanapki,
ładne wnętrze,
praga,
saska kępa,
ser,
sosy,
tanie żarcie,
warszawa,
zapiekanki,
zapiexy luxusowe
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















