Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tłok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tłok. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 października 2014

Amrit Kebab - Warszawa/Stara Ochota

    Amrit Kebab trzyma poziom. Mają kilka knajp w mieście i zawsze jak tam zawitasz dostaniesz coś dobrego. Skorzystałem z okazji będąc na chwilę na Ochocie - tutaj Amrit ma swój punkt przy Grójeckiej, między Niemcewicza, a pl. Narutowicza.

  Nie ma co owijać w bawełnę - Light Kebab cały czas rządzi. Jest smaczny, odpowiednio ostry i świeży. A wszystko za 11 PLN. Polecam.

Oceny Amrita znajdziecie w poprzednich postach:
Żoliborz: http://przewodnik-degum.blogspot.com/2014/04/amrit-kebab-warszawastary-zoliborz.html
Śródmieście (skrzyżowanie Solidarności i JPII): http://przewodnik-degum.blogspot.com/2014/01/amrit-kebab-warszawasrodmiescie.html

czwartek, 2 października 2014

Meta na Foksal - Warszawa/Śródmieście

   Zdjęciem PRL-owskiej lampy powracam do Mety. Kiedyś by się powiedziało "na metę". Zasadniczo pisałem już o lokalu tej samej sieci na Mazowieckiej (o! tutaj pisałem). Meta na Foksal jest pierwszą knajpą z tej serii, zatem ma nieco inne logo, ale wystrój jest podobny - dużo PRL w PRL. Metraż jest malutki i zawsze panuje tu ogromny ścisk, a przemieszanie ludzi jest totalne. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

   Do picia i jedzenia typowe dania barowe: tatar, pierogi, bigos, strogonof, śledzik itd. Plus wóda za 5 zł i piwo (mały Kasztelan) po tyleż samo. Jak zwykle wziąłem tatar plus dwie wódeczki (Żytnia - zestaw 19 zł).
    Miło, że Meta nadal ma tatara za 9 zł, podczas gdy inne knajpy wciąż podnoszą cenę. Tak naprawdę przekąskę robi chyba ktoś z zewnątrz i gotowy produkt przywozi do knajpy. Tatar z Foksal jest identyczny jak na Mazowieckiej. Niczym się nie różnią. Mocno przyprawiony, z niesamowitą ilością pieprzu, soli i czegoś tam jeszcze. Przy tym czuć, że był zamrażany. Nie jest to potrawa z cyklu: wyśmienita, palce lizać czy cuś. Ale jak na 9 zł nie jest zły - mięso ma smak, generalnie jest nieźle. Nadal podtrzymuje ocenę 4. Z lekkim minusem. Oczywiście pamiętając, że oceniam potrawę za 9 zł - gdybym dostał to samo za 25 zl nie zostawiłbym suchej nitki na właścicielach lokalu. Jak to kiedyś przeczytałem w ogłoszeniu z kołpakami od Wartburga: "taniość liczy się".


środa, 30 kwietnia 2014

Amrit Kebab - Warszawa/Żoliborz

   W Amricie byliśmy już zimą, kiedy to sprawdzaliśmy nowość czyli kebab light - bardzo fajnie im to wtedy wyszło (o! tutaj). Teraz (tzn. jakiś czas temu, ale teraz mam czas o tym pisać) byłem w żoliborskiej filii Amrita, na czymś bardziej konkretnym.

    A konkretem był wówczas kebab z kurczaka na talerzu z sosie tzw. średnim i wersji XXL. A wszystko za 23 zł. W porównaniu do innych cen na Żoliborzu to bardzo dobra kwota. W innych knajpach w tej dzielnicy menu wygląda mniej więcej tak: schabowy - tryliard dolarów, chłodnik - bilion koron szwedzkich plus ofiara kogoś z bliskiej rodziny, tatar wołowy - miliard miliardów euro plus kolekcja znaczków pocztowych dziadka. Itd. Itp.

   Niestety, ale Amrit jest jedynym miejscem w centrum Żoliborza, gdzie można zjeść tanio i dobrze. Nie sądziłem, że tak kiedyś powiem o kebabie, ale tak jest. Mięso z Amrita jest świeże, dobre. Surówki też niczego sobie, zawsze coś dołożą oryginalnego - w swoim stylu - żadnej kapusty kiszonej. Naprawdę polecam - to jeden z lepszych kebabów w mieście. Bije na głowę resztę sieciówek z beznadziejnym Kebab King na czele. 
   Oczywiście jak każdy Kebab nie jest to potrawa idealna - dlatego Amrit dostaje 5 starów. Warto jeszcze wspomnieć, że po remoncie w lokalu na Placu Wilsona można kupić też szereg arabskich słodkości w osobnej kawiarence. Fajnie. Jeszcze tu wrócę zjeść inne specjały Amrita.

Aha - w Amricie jest zawsze tłok i kolejka. Nawet pózną nocą. Ale za to warto pamiętać o Amricie - do około 12tej w nocy mozna tu coś zjeść - rzadkość w Warszawie.  

Przepraszam za pierwsze zdjęcie - jest fatalne. Ale tak wyszło komórką za 5 zł. 


U Szwejka - Warszawa/Śródmieście(MDM)

    Restaurację U Szwejka znajdującą się w Hotelu MDM przy placu Konstytucji znają chyba wszyscy. Korzystając z lanego poniedziałku i braku warszawiaków w Warszawie postanowiłem odwiedzić znaną knajpę, w której nie byłem z 20 lat. Nie byłem, bo na co dzień są tutaj ogromne kolejki, a mi się nie chce w nich stać.
     Generalnie nie dziwi mnie ten tłok. Szwejk jest fajnie usytuowany w samym centrum, we wnętrzu panuje klimat czeskiej knajpy z czasów Austro-Węgier. Wystrój jest naprawdę fajny i klimatyczny. Poza tym ceny menu nie są jakieś straszne - wszystko jest skrojone po ludzku: zupy ok. 8 - 9 zł, drugie dania od ok. 19 do 30 zł. 
      Zamówiłem zupę gulaszową (9 zł) oraz ofertę dnia czyli sznycel wiedeński z frytkami (15,90 zł). Zanim dostałem danie, na stoliku pojawił się chleb i twarożek oraz jakieś bliżej nieokreślone mielone mięso a'la konserwa tyrolska. Miły gest. Do dyspozycji był chleb biały i ciemny - świeży, dodatki też niczego sobie. 

    Porcja zupy nie zachwycała wielkością, ale za to była bardzo smaczna. Kwaśna, doprawiona, czuć było, że kucharz się nie lenił. Były bardzo dobre proporcje papryki do reszty potrawy. Brakowało tylko większej ilości mięsa i gęstszej konsystencji. 
    Sznycel był wielgachny, przypuszczalnie większy niż terytorium Austrii. Mimo to był zrobiony bardzo fachowo, cienka warstwa mięsa była wręcz idealna. Niestety sznycel ma to do siebie, że jest dość suchy. Wprawdzie jest w zestawie cytryna, ale nie wiele to daje. Frytki nie pomogły, były standardowe, też suche. nieciekawe. Najgorszym elementem potrawy była surówka - z białej kapusty czy czegoś. Było jej strasznie mało w porównaniu do kotleta. W związku z tym łatwo było się zapchać mięchem w panierce, a surówki zabrakło w połowie dania.
   No właśnie - kiepska surówka, nieciekawe frytki, mało mięsa w zupie to największe minusy Szwejka. Nie pomaga mu też wieczny tłok w środku knajpy. Na plus można zaliczyć dobrą jakość mięsa, świetny smak zupy, w miarę niskie ceny, dobrą obsługę, darmową przystawkę i naprawdę ładne wnętrze. Milą niespodzianką był także kieliszek nalewki po posiłku. Zatem 5 starów się należy. Najadłem się i byłem zadowolony, przy okazji nie straciłem milionów - a to chyba chodzi.







Bar Bambino - Warszawa/Śródmieście

     "Dzień dobry, śledzie pojawiły się na Terespolskiej." - mówił inkasent w Misiu. A ja mówię: Dzień dobry. chłodnik pojawił się w Barze Bambino na Kruczej. I to już kilka tygodni temu, tylko nie miałem czasu o tym napisać. Moim zdaniem powinni o tym mówić w dzienniku, a nie o jakiejś Ukrainie.

     Bar Bambino to jeden z lepszych mleczaków w Warszawie. Szczególnie po remoncie jakość potraw poszła w górę. Nie wiem czy remont ma jakiś wpływ na jedzenie, ale tak mi się wydaje i co mi pan zrobisz? Zresztą Bambino po odświeżeniu nie wygląda najlepiej - brązy typowe dla lat 2000 - 2005 szybko się znudziły, a bar stracił wiele PRL-owskiego uroku.
     Dobra, dobra. Wystrój wystrojem, a tu na mnie kotlet oczekuje. Zasadniczo co się tu nie weźmie jest świeże i smaczne. Kiedyś zaskoczył mnie łosoś w panierce - czy jedliście kiedyś łososia w panierce? Można to nazwać Łosoś po polsku. Był świeży i smaczny, więc nie narzekam, ale znam lepsze sposoby na przyrządzenie tej ryby. Podczas sobotniej wizyty (6 kwietnia) wzięliśmy chłodnik i dorsza. A pan z sokołem w nazwisku de volaille.
     W Bambino jest tak, że zawsze rachunek oscyluje między 17, a 21 zł za obiad, w zależności czy w zestawie jest nieco droższy chłodnik czy nie. Cena nieco droższa niż w klasycznym barze mlecznym, bo na Kruczej często biorę dodatkową porcję warzyw. Są tutaj takie frykasy jak kalafior, buraczki, fasola szparagowa i takie tam. Grzech nie wziąć.

    Parę słów o chłodniku: oceniam go na piątkę - ma dużo gadżetów (czyt. warzyw), jest średnio gęsty i średnio chłodny. W smaku jest w sam raz, może ciut zbyt słodki. Jak na bar mleczny i cenę oscylującą wokół 5 zł jest naprawdę niezły - jeden z lepszych w Warszawie. Naprawdę! Często chłodniki w super knajpach za 14 zł są gorsze.
      Reszta tak jak mówiłem. Zarówno ryba jak i kotlet de volaille na dobrym poziomie. Przede wszystkim bardzo świeże i własnej produkcji. Bambino to poważny konkurent Prasowego. Tak samo jak w konkurencji panuje tu wieczny ścisk i kolejka co świadczy o dobrej kuchni Bambino. Polecam zdecydowanie - żelazny punkt na warszawskiej mapie mleczaków.
    Nie może być innej oceny niż 6 starów dla Bambino. Tu można zjeść po ludzku, mimo że w tłoku i po odczekaniu w kolejce. Ale warto. Jak bum cyk cyk.

środa, 1 stycznia 2014

Amrit Kebab - Warszawa/Śródmieście

     Nie jestem jakimś wielkim fanem kebabów. Z pewnością jest to lepsza potrawa niż pizza w sieciówkach i często jest pod ręką, więc od czasu do czasu odwiedzam również takie lokale.  Poza tym można w tureckich knajpach tanio zjeść - a to jest mój priorytet.

    Jednym z najlepszych warszawskich kebabowni jest Amrit Kebab, mający swoje lokale na Bródnie, Żoliborzu, Śródmieściu i Ochocie. Powstają kolejne i wcale się nie dziwie - jakość mięsa, i w ogóle potraw w Amricie, ścina z nóg wszelkie inne małe lokale z obleśnymi kawałkami mięsa obracającymi się na kiju nieprzerwanie od dwóch lat. Z pewnością Amrit przewyższa jakością także inną popularną sieć czyli Kebab King.

    Ostatnio wybraliśmy się do Amrita zjeść nowość w tutejszym menu czyli Light Kebab. Brzmi to strasznie głupio. To tak jakby była pizza light, wódka light albo niepsujący się tramwaj Pesa. Ale skoro jest cola light, a Nemiroff zrobił już wódkę light to dlaczego nie ma być kebaba light?

   Light Kebab z Amrita jest oferowany tylko w cienkim pełnoziarnistym ciemnym chlebie. Sosów jest mniej i są ponoć lżejsze dla żołądka. Bardzo słusznie. Jak zwykle do kanapki pchana jest kapusta pekińska czy coś podobnego - nie znoszę tego. To chyba jakiś polski tuning tego dania. Choć pewnie w krainie kebaba - Niemczech - nie jest lepiej. Wzięliśmy wersję z kurczakiem. Jak zwykle w Amricie mięso było świeże i dobrze przyprawione. Czuć, że kurczak jest przyprawiany na miejscu i nie jest gotowym produktem zamawianym w Makro jak w niektórych miejscach z tureckim żarciem. Bardzo dobra kanapka za 11 zł. Fajnie. Daję 5 starów. Czemu nie 6? Za kapustę i straszny tłok w lokalu (zawsze trudno znaleźć miejsce siedzące).

Adres: Al. JP II róg Solidarności - blisko Mc Donalda.