Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kicz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 maja 2014

Restauracja u Grubego - Wielogóra k/Radomia

     Trafiliśmy tutaj wracając z zakupów w lubelskim. Transakcja był udana - mieliśmy ze sobą Wartburga, rocznik 1966. Trzeba było to uczcić obiadem w Restauracji u Grubego na trasie numer 7 na odcinku Radom - Białobrzegi Radomskie.
    To nie jest zwykła restauracja to fabryka potraw. W wielkiej hali z blachy oprócz restauracji mieści się także market chiński. I trzeba przyznać, że pasuje tu jak nic innego. Generalnie u Grubego to knajpa, w której na raz może być organizowane siedem wesel, dwanaście komunii i chrzciny małego Stasia. Wszyscy się pomieszczą, a nawet nie będą się widzieć dzięki systemowi ohydnych ścianek. Oczywiście oprócz ścianek, stołów i krzeseł mamy do czynienia z dekoracjami typu rokoko '92 oraz błędami architekta amatora. Dajmy na to n samym środku jest wielki skalniak z czymś tam. Wygląda to strasznie i zajmuje cenne miejsce.
    Wystrój fatalny, ale to nas nie zniechęciło - jak duża knajpa to jedzenie nie może być straszne. Straszne nie było, ale zachwytów też nie odnotowaliśmy. Ot, zwykłe żarcie na trasie. I wcale nie tanie.

    Zamówiłem żurek (7 zł), grillowanego kurczaka z ziemniakami (21 zł) plus woda mineralna (4 zł). Jak już wspomniałem, otruć się nie otrułem, potrawy były poprawne. Żurek całkiem zwykły, z kiełbasą typu kwieciszewo (czyt. najtańszą), mało wyrazisty, ale zjadliwy.
    Drugie danie podobne. Kuczak świeży, niezbyt suchy co jest już dużym sukcesem. Jako dodatek zamówiłem młode ziemniaki - a byliśmy tam 1 maja. Trochę to dziwne - młode kartofle w tym okresie, ale jak są młode to trzeba je zamówić - nie ma to tamto. Nie zachwyciły mnie  - na pewno były z importu.  Właściwie nie smakowały lepiej od starych...
    Reasumując Restauracja u Grubego zachwyca typowym mazowieckim folklorem - wielka hala, krzesła przebrane w prześcieradła, złoto i muzyka disco polo w tle. Klimat nie podrobienia. Jedzenie świeże, ale bardzo zwykłe. Nic nadzwyczajnego, dlatego można się tu zatrzymać tylko wtedy kiedy chcemy mieć pewność, że nasza wizyta nie zamieni się w problemy gastryczne pierwszego stopnia. Ale jeśli chcemy zjeść coś naprawdę wyjątkowego trzeba szukać dalej.

    A! Zapomniałbym - do klimatu należy dodać zepsuty ekspres do kawy i w związku z tym dostaliśmy kawę plujkę, która jest w cenniku po 4 zł czy coś takiego. 3 stary dla Radomia.





środa, 5 lutego 2014

Villa Demetrios - Kałuszyn

     Zasadniczo trudno tu coś napisać, Villa Demetrios to typowa knajpa przydrożna z typowymi polskimi daniami. Od tej typowości aż można zemdleć - szczególnie patrząc na kolumienki i armatę. W menu nie ma dużo potraw. Chyba to dobrze, bo przynajmniej składniki mają szansę być świeże, a nie mrożone.

     Demetrios znajduje się w miejscowości Kałuszyn na trasie numer 2 między Mińskiem Mazowieckiem, a Siedlcami. Z zewnątrz restauracja wygląda strasznie: fatalne kolumny, jakieś przypadkowe armaty, bezsensowne rzeźby i brzydkie lwy. W środku nie jest lepiej. Rokoko w pełnej krasie. 
     Zanim dostaliśmy zamówione dania otrzymaliśmy od firmy chleb ze smalcem. Miło - fajny akcent na powitanie. Co wzięliśmy? Danie dnia za 18 zł czyli pomidorowa plus mielony z ziemniakami i buraczkami. Czyli klasyk nad klasykami. Do tego pani Fi pierogi ruskie, pani AM placek węgierski (18 zł), a pan Ciasteczka wziął filet z kurczaka (19 zł).  
     Efekt? Typowe żarcie z trasy. Nie było źle, ale fajerwerków tez nie widzieliśmy. Pomidorowa bardzo poprawna - odpowiednio kwaśna, duża i z fajnym makaronem. Mielony typowy, nic ponad bary mleczne w Białej Podlaskiej.  
    Placek i ruskie były chyba najlepsze ze wszystkiego. Ciasto w ruskich było bardzo dobre, nierozgotowane i akurat. Farsz ze smakiem i dużą ilością ziemniaków. Co do drugiego dania to sam placek był świetny, gorzej z gulaszem czy jak to nazwać. Nie miał smaku i wyrazistości.

    Najgorzej wypad filet z kurczaka, który po prostu pływał w oleju. Kolega Ciasteczka wprost zatonął na pełnym morzu oleju i do końca dnia nie wypłynął już na ląd. To była zdecydowanie najgorsza potrawa dnia, na którą składały się także odmrażane frytki z marketu.
     Mimo fatalnego kotleta z kurczaka, całość wypadła poprawnie i Villa Demetrios dostaje ode mnie mocną trójkę. Potrawy nas tu nie zaskoczą, ale też raczej nie otrują. Do tego dochodzą znośne ceny i smalec na powitanie. A na tej trasie trudno o dobry bar - więc może warto tu się jeszcze zatrzymać?

piątek, 10 stycznia 2014

Zajazd Chata Romana - Mirowszczyzna

     Chata Romana to typowa knajpa przydrożna starająca się kreować na wiejską karczmę. Z zewnątrz może nie jest tak źle - typowy domek z bala sugerujący, iż rzekomo tak właśnie mieszka się na wsi. Niestety wewnątrz mamy już typowy wystrój beznadziejnej knajpy przydrożnej z lat 90. Polecam ramy, w które wpisane są podstawki dla kwiatków. Kicz najwyższych lotów.

    Wypada jeszcze napisać gdzie jest Mirowszczyzna. Jest to mała wieś przy drodze krajowej numer 43 (trasa na Kluczbork/Namysłów) w powiecie oleskim w województwie opolskim. Niedaleko znajduje się siedziba gminy czyli miejscowość Rudniki. 


Dobra - a teraz zajrzyjmy do karty. Nic specjalnego: zupy, drugie dania - standard. Poproszę bramkę numer 2 czyli zestaw numer 2 czyli żurek plus filet z kurczaka z ziemniakami i jakąś nijaką surówką. Trzeba przyznać, że porcje są dość duże, ale co z tego? Żurek nie był zły, niestety został zepsuty kiełbasą typu Kwieciszewo. 
     /Kiełbasa Kwieciszewo to wędlina z cyklu: "6zł/kg w Biedronce", której bliżej do parówek niż kiełbasy. Najgorszy sort - smakuje jak papier zmielony z kartonem. Kiedyś podobną jedliśmy w miejscowości Kwieciszewo i tak już zostało./
     Drugie danie - dość standardowe czyli przyzwoity, świeży filet z kurczaka, z nijakimi ziemniakami z wody oraz jakąś tam surówką. Cały zestaw kosztował 16 złotych, więc całkiem tanio. Reszta ekipy miała podobne zdanie o knajpce. Najgorsza była chyba sałatka z kurczaka, która oferowała jakiś niesmaczny biały sos w sałacie. Ble... Sałatka na styl polski - dużo sosu i składników bez sensu byleby były warzywami.

    Na zdjęciu nie ma kurczaka - jest mintaj, bo kurczak wyszedł niewyraźny. Mintaj też był tylko poprawny. A jak się jest tylko poprawnym to dostaje się tróje, często na szynach. Zatem Chata Romana dostaje 3 stary. 
    Plus za dobre ceny i w miarę świeże mięso. Raczej się tu nie zatrujemy i na pewno swoje zjemy. Gorzej z okolicznościami przyrody - bo wnętrze jest wyjątkowo kiczowate. Nie najlepiej jest też z dodatkami czyli surówkami, ziemniakami czy kiełbasą z żurku - są nijakie, słabe smakowo i jakościowo.