Dziś powracamy do sympatycznej knajpki W oparach absurdu przy ulicy Ząbkowskiej. Ostatnio ustaliłem, że jest to świetne miejsce na wypad na piwo tudzież wódeczkę. Już wtedy praski lokal dostał minus za notoryczny brak tatara. Ostatnio też go nie było. Dlatego sprawdziłem czy można zjeść tu po ludzku.
Coś tam można, ale praktycznie z dań obiadowych są tylko pierogi (w menu po angielsku "home made pierogi"). Wziąłem wersję z mięsem czyli jak to mówi kolega Jano - z pasztetową. Pewnie dlatego, że zazwyczaj jakość mięsa w pierogach to jakiś dramat, a i kolor podpada pod polską specjalność wędliniarską. W tym wypadku nie było aż tak źle. Jakość była na wysokim poziomie, pierogi były zjadliwe, ciasto nierozgotowane, twarde, a nadzienie w porządku. Gorzej z ceną - 18 zł za 6 szt. Dla mnie za drogo i już pewnie nigdy nie zjem tutejszego specjału. 4 stars for pierogi.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praga. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 23 lutego 2014
czwartek, 20 lutego 2014
Bar Kefirek - Warszawa/Bródno-Ugory
Kefirek to jeden z ostatnich prawdziwych mleczaków w Warszawie. Jest bardzo mało znany, bo znajduje się na skraju Warszawy czyli na Bródnie (dokładnie przy ulicy Kondratowicza, niedaleko skrzyżowania z Łabiszyńską). Z zewnątrz jest to zwykły mleczak, w środku niby też. Różnica polega na tym, że zanim przejdziemy do sali ze stolikami przechodzimy przez sklep spożywczy. Dziwne, ale robi swoisty klimat. Klimat robią też panie z obsługi w czerwonych, klasycznych fartuchach. Są niemiłe, patrzą w drugą stronę jak się stoi przy ladzie i olewają klienta kiedy tylko mają na to ochotę.
W menu standardowe dania baru mlecznego, od klusek i leniwych do kotletów mielonych i schabowych. My byliśmy w Kefirku po 16tej w sobotę, więc do wyboru mieliśmy tylko wybrane potrawy. Nigdy w prawdziwych mleczakach nie zostawia się potraw na drugi dzień, więc pod koniec poprzedniego właściwie nie ma już nic. Trudno - wybierając bar mleczny zgadzasz się na wszystkie konsekwencje tego wyboru. Obsługa w tych barach cały czas myśli, że prezydentem jest Jaruzelski, a jedyną partią w sejmie jest PZPR. Dlatego musiałem wziąć to co było czyli schabowego z ziemniakami i buraczkami oraz pomidorową.
Za cały zestaw zapłaciłem 20,20 zł czyli nie tak mało jak na warunki baru mlecznego. W Barze Sady zapłaciłbym około 13 - 14 zł za taką samą jakość. No właśnie, jakość czyli jak smakowały potrawy? Normalnie czyli standard baru mlecznego. Nie było źle, nie było też super. Najważniejsze, że dania były w miarę świeże i nie odgrzewane po raz piętnasty. Prawie jak u cioci na imieninach.
Najgorzej było z zupą, która była po prostu zimna. W ogóle była trochę wodnista, a pani pożałowała ryżu. Trudno.
Jak ocenić Kefirek? Trudna sprawa. Bar posiada fajny klimat, mimo iż obsługa nie jest zbyt miła. Być może powodem było to, że trafiliśmy na koniec dnia i paniom po prostu już się nie chciało. Poza tym cena za standardowy zestaw była zbyt wysoka jak na bar mleczny, a do całości dochodzi bardzo słaba zupa. Niestety muszę dać Kefirkowi zaledwie 3 stary i to z minusem, choć wiem że potrafią gotować lepiej.Tym razem im nie wyszło.
W menu standardowe dania baru mlecznego, od klusek i leniwych do kotletów mielonych i schabowych. My byliśmy w Kefirku po 16tej w sobotę, więc do wyboru mieliśmy tylko wybrane potrawy. Nigdy w prawdziwych mleczakach nie zostawia się potraw na drugi dzień, więc pod koniec poprzedniego właściwie nie ma już nic. Trudno - wybierając bar mleczny zgadzasz się na wszystkie konsekwencje tego wyboru. Obsługa w tych barach cały czas myśli, że prezydentem jest Jaruzelski, a jedyną partią w sejmie jest PZPR. Dlatego musiałem wziąć to co było czyli schabowego z ziemniakami i buraczkami oraz pomidorową.
Za cały zestaw zapłaciłem 20,20 zł czyli nie tak mało jak na warunki baru mlecznego. W Barze Sady zapłaciłbym około 13 - 14 zł za taką samą jakość. No właśnie, jakość czyli jak smakowały potrawy? Normalnie czyli standard baru mlecznego. Nie było źle, nie było też super. Najważniejsze, że dania były w miarę świeże i nie odgrzewane po raz piętnasty. Prawie jak u cioci na imieninach.
Najgorzej było z zupą, która była po prostu zimna. W ogóle była trochę wodnista, a pani pożałowała ryżu. Trudno.
Jak ocenić Kefirek? Trudna sprawa. Bar posiada fajny klimat, mimo iż obsługa nie jest zbyt miła. Być może powodem było to, że trafiliśmy na koniec dnia i paniom po prostu już się nie chciało. Poza tym cena za standardowy zestaw była zbyt wysoka jak na bar mleczny, a do całości dochodzi bardzo słaba zupa. Niestety muszę dać Kefirkowi zaledwie 3 stary i to z minusem, choć wiem że potrafią gotować lepiej.Tym razem im nie wyszło.
wtorek, 28 stycznia 2014
W oparach absurdu - Warszawa/Stara Praga
Do knajpki przy ulicy Ząbkowskiej (niedaleko Brzeskiej) o nazwie W oparach absurdu zawsze warto wpaść. Głównie by napić się piwa, albo wódki - zazwyczaj w pięknych okolicznościach przyrody. Do wódeczki można tu kupić śledzia, tatar, bigos. Są też pierogi (w menu w wersji angielskiej: home made pierogi).
My tym razem spotkaliśmy się tu przy wódce i piwie, zatem grubszych potraw nie tykaliśmy. Niestety bardzo rzadko bywa tu tatar, zatem zamówiliśmy śledzia (9 zł, a z dwomamilicjantami wódeczkami 23 zł). Trzeba przyznać, że sledzik był dobry, świeży, a porcja była wystarczająca. Pani Fi zamówiła ciasto marchewkowo-czekoladowe, które nie dość, ze było home made to jeszcze było dobre.
Skoro W oparach absurdu jest lokalem, do którego warto wpaść na piwo to jakie browary można tu kupić? Same dobre. Raciborskie, Amber, kilka gatunków czeskiego piwa i kilka innych naprawdę dobrych piw regionalnych. Polecamy.
Wystrój nie każdemu się spodoba - miłośnicy minimalizmu i czystości formy będą się tu czuli źle. Lokal składa się ze starych mebli i stolików zrobionych ze starych maszyn do szycia. Jest dość ciasno, ale mi ten klimat odpowiada. Trochę w stylu końca lat 90. Czasem organizowane są tu. występy na żywo, zazwyczaj jazzowe lub rockowe. Mi to bardzo pasuje.
Jako miejsce do wypadów na piwo lub wódkę W oparach absurdu dostaje 5 starów - minus za notoryczny brak tatara. Na obiady polecamy inne lokale na Ząbkowskiej.
My tym razem spotkaliśmy się tu przy wódce i piwie, zatem grubszych potraw nie tykaliśmy. Niestety bardzo rzadko bywa tu tatar, zatem zamówiliśmy śledzia (9 zł, a z dwoma
Skoro W oparach absurdu jest lokalem, do którego warto wpaść na piwo to jakie browary można tu kupić? Same dobre. Raciborskie, Amber, kilka gatunków czeskiego piwa i kilka innych naprawdę dobrych piw regionalnych. Polecamy.
Wystrój nie każdemu się spodoba - miłośnicy minimalizmu i czystości formy będą się tu czuli źle. Lokal składa się ze starych mebli i stolików zrobionych ze starych maszyn do szycia. Jest dość ciasno, ale mi ten klimat odpowiada. Trochę w stylu końca lat 90. Czasem organizowane są tu. występy na żywo, zazwyczaj jazzowe lub rockowe. Mi to bardzo pasuje.
Jako miejsce do wypadów na piwo lub wódkę W oparach absurdu dostaje 5 starów - minus za notoryczny brak tatara. Na obiady polecamy inne lokale na Ząbkowskiej.
Etykiety:
5 starów,
browar amber,
ciasto marchewkowe,
czeskie piwo,
dobre piwo,
fajny klimat,
pierogi,
piwo raciborskie,
praga,
stara praga,
śledzik,
w oparach absurdu,
warszawa,
wódka,
ząbkowska
Zapiexy Luxusowe - Warszawa/Saska Kępa
Przepraszam za zdjęcia, ale jakoś tak wyszło, że przypomniałem sobie o nich w połowie posiłku. Lokal na Saskiej Kępie to drugie juz miejsce w Warszawie sygnowane logiem Zapiexów Luxusowych. Wybór potraw jest zgodny z nazwą knajpy i mamy tu do czynienia tylko z zapiekankami. W porzo.
Same zapiekanki są dość duże, ten ochłap ze zdjęć poniżej to już tylko połowa kanapki. Zatem większość ludzi bierze sobie jedną sztukę na dwie osoby. Jak na taką bułę ceny nie są duże - moja tzw. extra mocna z kiełbaską i papryczką jalapeno kosztuje 11,50. Ceny chyba nie wychodzą poza 15 zł przy największym wypasie. Jest też standardowa zapiekanka z serem i pieczarkami za ok. 10 zł. Można też sobie dobierać składniki samemu, np. oscypek, ser mozzarella i dodatkowy ser dla miłośników cholesterolu albo papryka jalapeno x 7 dla twardzieli spod znaku Charlesa Bronsona.
Sosy i przyprawy można pobrać sobie samemu przy oddzielnym stoliku, co dla Polaków zakochanych we wszelkich sosach jest wyjściem bardzo dobrym.
A jak smakują zapiexy? No właśnie. Tu jest ich największy minus. Nie są złe, na pewno nie znajdziemy na nich pleśni czy elementów jeszcze zamrożonych jak w często bywa w nadmorskich budach. Z drugiej strony zapiexy nie są też jakieś rewelacyjne. Ser jest dziwny, bardzo miękki i słabo ciągnący się. Właściwie nie ma smaku. Dodatki zawsze są świeże i nie mam do nich jakiś zastrzeżeń poza tym, że pieczarek jest jak na lekarstwo. Bułka świeża, ale bardziej z tych napompowanych jakimś spulchniaczem. Brzmi to wszystko nie najlepiej, bo po prostu są w Warszawie lepsze miejsca z zapiekankami, a do tych z Krakowa zapiexom daleko jak naszym piłkarzom do zdobycia jakiegoś pucharu. Mimo wszystko Zapiexy Luxusowe mają w sobie coś takiego, że od czasu czasu można tam wpaść. Fajny jest lokal, gazety z przedwojennymi ogłoszeniami, wystrój, ceny, obsługa, możliwość płatności kartą. W sumie wszystko jest git. Gdyby poprawili gatunkowo ser i dorzucili więcej pieczarek byłoby idealnie. A tak są tylko 4 stary.
Same zapiekanki są dość duże, ten ochłap ze zdjęć poniżej to już tylko połowa kanapki. Zatem większość ludzi bierze sobie jedną sztukę na dwie osoby. Jak na taką bułę ceny nie są duże - moja tzw. extra mocna z kiełbaską i papryczką jalapeno kosztuje 11,50. Ceny chyba nie wychodzą poza 15 zł przy największym wypasie. Jest też standardowa zapiekanka z serem i pieczarkami za ok. 10 zł. Można też sobie dobierać składniki samemu, np. oscypek, ser mozzarella i dodatkowy ser dla miłośników cholesterolu albo papryka jalapeno x 7 dla twardzieli spod znaku Charlesa Bronsona.
Sosy i przyprawy można pobrać sobie samemu przy oddzielnym stoliku, co dla Polaków zakochanych we wszelkich sosach jest wyjściem bardzo dobrym.
A jak smakują zapiexy? No właśnie. Tu jest ich największy minus. Nie są złe, na pewno nie znajdziemy na nich pleśni czy elementów jeszcze zamrożonych jak w często bywa w nadmorskich budach. Z drugiej strony zapiexy nie są też jakieś rewelacyjne. Ser jest dziwny, bardzo miękki i słabo ciągnący się. Właściwie nie ma smaku. Dodatki zawsze są świeże i nie mam do nich jakiś zastrzeżeń poza tym, że pieczarek jest jak na lekarstwo. Bułka świeża, ale bardziej z tych napompowanych jakimś spulchniaczem. Brzmi to wszystko nie najlepiej, bo po prostu są w Warszawie lepsze miejsca z zapiekankami, a do tych z Krakowa zapiexom daleko jak naszym piłkarzom do zdobycia jakiegoś pucharu. Mimo wszystko Zapiexy Luxusowe mają w sobie coś takiego, że od czasu czasu można tam wpaść. Fajny jest lokal, gazety z przedwojennymi ogłoszeniami, wystrój, ceny, obsługa, możliwość płatności kartą. W sumie wszystko jest git. Gdyby poprawili gatunkowo ser i dorzucili więcej pieczarek byłoby idealnie. A tak są tylko 4 stary.
Etykiety:
4 stary,
charles bronson,
dobre ceny,
gazetki ścienne,
jalapeno,
kanapki,
ładne wnętrze,
praga,
saska kępa,
ser,
sosy,
tanie żarcie,
warszawa,
zapiekanki,
zapiexy luxusowe
Subskrybuj:
Posty (Atom)








