środa, 30 kwietnia 2014

U Szwejka - Warszawa/Śródmieście(MDM)

    Restaurację U Szwejka znajdującą się w Hotelu MDM przy placu Konstytucji znają chyba wszyscy. Korzystając z lanego poniedziałku i braku warszawiaków w Warszawie postanowiłem odwiedzić znaną knajpę, w której nie byłem z 20 lat. Nie byłem, bo na co dzień są tutaj ogromne kolejki, a mi się nie chce w nich stać.
     Generalnie nie dziwi mnie ten tłok. Szwejk jest fajnie usytuowany w samym centrum, we wnętrzu panuje klimat czeskiej knajpy z czasów Austro-Węgier. Wystrój jest naprawdę fajny i klimatyczny. Poza tym ceny menu nie są jakieś straszne - wszystko jest skrojone po ludzku: zupy ok. 8 - 9 zł, drugie dania od ok. 19 do 30 zł. 
      Zamówiłem zupę gulaszową (9 zł) oraz ofertę dnia czyli sznycel wiedeński z frytkami (15,90 zł). Zanim dostałem danie, na stoliku pojawił się chleb i twarożek oraz jakieś bliżej nieokreślone mielone mięso a'la konserwa tyrolska. Miły gest. Do dyspozycji był chleb biały i ciemny - świeży, dodatki też niczego sobie. 

    Porcja zupy nie zachwycała wielkością, ale za to była bardzo smaczna. Kwaśna, doprawiona, czuć było, że kucharz się nie lenił. Były bardzo dobre proporcje papryki do reszty potrawy. Brakowało tylko większej ilości mięsa i gęstszej konsystencji. 
    Sznycel był wielgachny, przypuszczalnie większy niż terytorium Austrii. Mimo to był zrobiony bardzo fachowo, cienka warstwa mięsa była wręcz idealna. Niestety sznycel ma to do siebie, że jest dość suchy. Wprawdzie jest w zestawie cytryna, ale nie wiele to daje. Frytki nie pomogły, były standardowe, też suche. nieciekawe. Najgorszym elementem potrawy była surówka - z białej kapusty czy czegoś. Było jej strasznie mało w porównaniu do kotleta. W związku z tym łatwo było się zapchać mięchem w panierce, a surówki zabrakło w połowie dania.
   No właśnie - kiepska surówka, nieciekawe frytki, mało mięsa w zupie to największe minusy Szwejka. Nie pomaga mu też wieczny tłok w środku knajpy. Na plus można zaliczyć dobrą jakość mięsa, świetny smak zupy, w miarę niskie ceny, dobrą obsługę, darmową przystawkę i naprawdę ładne wnętrze. Milą niespodzianką był także kieliszek nalewki po posiłku. Zatem 5 starów się należy. Najadłem się i byłem zadowolony, przy okazji nie straciłem milionów - a to chyba chodzi.







Bazar - Warszawa/Stara Praga

   Knajpka Bazar mieści się w przepięknej Kamienicy Pod Sowami przy Okrzei 26 (róg Jagiellońskiej) - tam gdzie Centrum Zarządzania Światem. W sumie lokale są do siebie dość podobne - z tymże różnica tkwi w ofercie. Po pierwsze Bazar ma fajniejsze alkohole - są piwa czeskie, są polskie wina z Domu Bliskowice. Po drugie jest większy, ciekawszy i tańszy wybór dań. Wreszcie po trzecie Bazar jest czynny całą dobę!

   No właśnie - czynne całą dobę - z czym nam się to kojarzy? Z dresiarzami stojącymi przy brzydkim barze. Tak. Z tanią ciepłą wódką. Tak. Z wystrojem w stylu PRL nie mającym nic wspólnego z dobrym smakiem. Tak. Z potrawami typu śledź w oleju i bigosem. Tak. Na szczęście w tym wypadku jest zupełnie inaczej. Wystrój jest dokładnie przemyślany - mamy czysty beton, drewno i ciekawe detale. Może się to podobać. Poza tym alkohole nie są najtańsze i nie są typowe - brakuje głupiego Tyskiego po 5 zł, więc i nie ma w pobliżu standardowych polaków w dresach i bez zębów ma przedzie, ale za to z tatuażem lokalnej drużyny na pośladku. Poza tym w kuchni możemy znaleźć ciekawe potrawy: od placków ziemniaczanych przez sałatki, steaka do zupy czosnkowej. Wszystko niezbyt tanie, ale tez nie drogie. Przy okazji jest też dobra obsługa kelnerska, ale bez zbędnego zadęcia i ęą.
    W Bazarze byliśmy w niedzielę wieczorem, więc nie braliśmy ciężkich potraw. Na pierwszy rzut poszła zupa czosnkowa z grzankami.... a właściwie bez grzanek, bo zabrakło, o czym kelner poinformował nas dopiero po przyniesieniu zupy. Duży minus. Na szczęście sama potrawa (9 zł) była smaczna, gęsta jak trzeba i wyrazista.

     Była też grana sałatka z kurczakiem za 22 zł. Dość drogo, ale w miarę smacznie. W karcie napisane było, że będzie to mix sałat, niestety był tylko jeden gatunek, więc tutaj też był mały zgrzyt na drodze karta - wykonanie.

     Zamówiliśmy także smaczne i dobre placki ziemniaczane za 14 zł. Tanio i dobrze.
    Warto pamiętać o Bazarze - tym bardziej, że w Warszawie po 21ej trudno znaleźć dobre żarcie - a tu kuchnia jest czynna do 12ej/1ej w nocy. Warto dodać, że często do kotleta przygrywa jazzowa kapela. Mi to pasuje. Natomiast nie pasuje mi tutejszy klimat w soboty - mnóstwo ludzi, czynna dolna sala i niesamowity huk. Nie polecam wtedy Bazaru jako knajpki na wieczorny wypad na kolację.

Amatorska - Warszawa/Śródmieście

     W Amatorskiej już byliśmy. O tutaj. Jak już pisałem lubię tę knajpę - głównie za klimat. Tym razem zamówiłem danie dnia czyli żurek i klopsiki za 20 zł. Siłą Amatorskiej jest to, że oferta dnia jest dostępna do wyczerpania zapasów danej potrawy. Fajnie, bo większość knajp lunch sprzedaje do 16tej, a potem jedz pan dania z karty za pincet.

    Niestety obiad był dość średni. Zresztą czego się spodziewać po klopsikach? Czy istnieją w ogóle dobre klopsy? Chyba tak - w Szwecji. W Polsce zazwyczaj to jest kawał rozgotowanego mięsa, bez smaku i charakteru. W tym wypadku było podobnie, choć nie aż tak źle. Sos był dobry, ziemniaki też w miarę. Surówka typowa i nijaka.

    Żurek zdecydowanie lepszy - wyrazisty i kwaśny. Trochę brakowało dobrej kiełbasy w środku.
     Reasumując: trafiłem na niezbyt szczęśliwą potrawę, która rzadko mi smakuje. Żurek dobry, ale bez euforii. Oferta 20 zł na Nowym Świecie za dwa dania świetna  - choćby za to należy się czwórka.

    

Być może... - Warszawa/Śródmieście

     Kawiarnia Być może... przy placu Unii Lubelskiej to jedno z nowszych miejsc w stolicy. Wystrój jest podobny do innych nowych knajp - czysto, jasno, z białymi płytkami i ładnymi meblami. Jest tu naprawdę ładnie - aż chce się siedzieć. My wpadliśmy tu tylko na wieczorne ciacho i kawę, ale można tu kupić także kanapki, lunch, świeże pieczywo i takie tam.
     Zamówiliśmy bezę orzechową oraz sernik ze śliwką. Porcja 12 zł. Musimy przyznać, że kawałki były wielkie. Być może za wielkie, ale chcieliśmy ciacho to je dostaliśmy.

    Druga ważna sprawa: wszystko było bardzo smaczne. Po prostu. Warto było wydać 12 zł na kawałek ciasta. Zarówno beza jak i sernik znakomicie wypełniły naszą wieczorną chęć na coś słodkiego. Tego było nam trzeba. Śliwka w serniku nie ciągnęła się ślimak w sosie własnym, a beza było odpowiednio słodka, a nie zbyt słodka. Co uważam jest bardzo ważne.
    Kawa jak kawa - dobra i ładnie podana. Generalnie bez zarzutu, ale też bez zachwytów.
    Być może... jako miejsce do spożycia ciacha z kawą dostaje 6 starów. Przepraszam, ale nie mam do czego się przyczepić. Nawet WC było ładne.

Być może sprawdzimy jeszcze Być może w kwestii potraw bardziej wytrawnych. 

Bar Bambino - Warszawa/Śródmieście

     "Dzień dobry, śledzie pojawiły się na Terespolskiej." - mówił inkasent w Misiu. A ja mówię: Dzień dobry. chłodnik pojawił się w Barze Bambino na Kruczej. I to już kilka tygodni temu, tylko nie miałem czasu o tym napisać. Moim zdaniem powinni o tym mówić w dzienniku, a nie o jakiejś Ukrainie.

     Bar Bambino to jeden z lepszych mleczaków w Warszawie. Szczególnie po remoncie jakość potraw poszła w górę. Nie wiem czy remont ma jakiś wpływ na jedzenie, ale tak mi się wydaje i co mi pan zrobisz? Zresztą Bambino po odświeżeniu nie wygląda najlepiej - brązy typowe dla lat 2000 - 2005 szybko się znudziły, a bar stracił wiele PRL-owskiego uroku.
     Dobra, dobra. Wystrój wystrojem, a tu na mnie kotlet oczekuje. Zasadniczo co się tu nie weźmie jest świeże i smaczne. Kiedyś zaskoczył mnie łosoś w panierce - czy jedliście kiedyś łososia w panierce? Można to nazwać Łosoś po polsku. Był świeży i smaczny, więc nie narzekam, ale znam lepsze sposoby na przyrządzenie tej ryby. Podczas sobotniej wizyty (6 kwietnia) wzięliśmy chłodnik i dorsza. A pan z sokołem w nazwisku de volaille.
     W Bambino jest tak, że zawsze rachunek oscyluje między 17, a 21 zł za obiad, w zależności czy w zestawie jest nieco droższy chłodnik czy nie. Cena nieco droższa niż w klasycznym barze mlecznym, bo na Kruczej często biorę dodatkową porcję warzyw. Są tutaj takie frykasy jak kalafior, buraczki, fasola szparagowa i takie tam. Grzech nie wziąć.

    Parę słów o chłodniku: oceniam go na piątkę - ma dużo gadżetów (czyt. warzyw), jest średnio gęsty i średnio chłodny. W smaku jest w sam raz, może ciut zbyt słodki. Jak na bar mleczny i cenę oscylującą wokół 5 zł jest naprawdę niezły - jeden z lepszych w Warszawie. Naprawdę! Często chłodniki w super knajpach za 14 zł są gorsze.
      Reszta tak jak mówiłem. Zarówno ryba jak i kotlet de volaille na dobrym poziomie. Przede wszystkim bardzo świeże i własnej produkcji. Bambino to poważny konkurent Prasowego. Tak samo jak w konkurencji panuje tu wieczny ścisk i kolejka co świadczy o dobrej kuchni Bambino. Polecam zdecydowanie - żelazny punkt na warszawskiej mapie mleczaków.
    Nie może być innej oceny niż 6 starów dla Bambino. Tu można zjeść po ludzku, mimo że w tłoku i po odczekaniu w kolejce. Ale warto. Jak bum cyk cyk.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Koniec Bajki

     Niestety z końcem marca 2014 ostatecznie zamknięto jedną z bardziej klimatycznych warszawskich kawiarni Cafe Bajka, która od lat 50. mieściła się przy Nowym Świecie. Pani, która od lat 80. była ajentem, a potem właścicielką baru, przeszła na zasłużoną emeryturę. Wielka szkoda, bo Bajka była jedną z moich ulubionych knajp. Lubiłem tam przychodzić na zestaw: czarna kawa + kieliszek Pliski + WZ'tka. Mogłem tak siedzieć z godzinę i patrzeć na ludzi przechadzających się Nowym Światem. Chilaut na wysokim poziomie.

   Siłą Bajki byli też jej klienci. Jednego z nich nazywaliśmy Kurt Rolsson - głównie ze względu na bezbłędną stylówę podrabiającą turystę z zachodu z 1978 roku. Inny stały gość zawsze mówił rymami częstochowskimi i sam się z tego śmiał. Fajnie było.

    Gdy byliśmy tam ostatnio - pod koniec marca - nie wiedzieliśmy, że wkrótce lokal zostanie zamknięty. A dopiero wtedy dowiedziałem się, że można w Bajce zamówić dania barowe. Kto by pomyślał? WuZetki - tak. Szarlotka - tak. Belfast - tak. Ale obiad? Szkoda, ze nie zdążyłem sprawdzić tej fasolki po bretońsku. No trudno - zostaje Amatorska i równie oryginalny co Bajka, Piotruś.


czwartek, 3 kwietnia 2014

Kuchnia Pelna Niespodzianek - Jak zrobic potrawe dla Pieska?

    Intensywność wpisów na blogu nieco spadła, bo jestem na diecie i rzadziej odwiedzam knajpy. Korzystając z przerwy proponuje zobaczyć jak zrobić potrawę dla pieska:
 

poniedziałek, 31 marca 2014

Smażalania ryb U Stasia - Mościska

     Smażalnie ryb U Stasia (miejscowość Mościska na drodze relacji Grodzisk Mazowiecki - Radziejowice) znam od co najmniej 10 lat. Wtedy była to buda nad stawem serwująca świeże smażone ryby. Teraz trochę się rozbudowali i ucywilizowali. W tej chwili jest to nieco większa buda serwująca świeże ryby. Dużym atutem lokalu są miejsca siedzące na pomoście nad stawem. Można się poczuć jak na prawdziwej zapadłej dziurze na Mazurach. I to w latach 90. kiedy jeszcze nie przyjechało tam tysiące buraków z radiem Eska w komórkach.
    Miejsce przypomina tanie bary z nadmorskich lub mazurskich kurortów z lat 80. lub 90. Klimat dopełniają papierowe tacki i plastikowe sztućce. Zasadniczo nie cierpię plastikowych widelców, ale w takiej sytuacji mogę to wybaczyć. Wszystko ma taki klimat, że na parking przed barem powinno się podjechać Polonezem, choć nasze Volvo 360 też może być.

    W ofercie smażalni istniejącej od 1993 roku znajdziemy typowe ryby z polskiego baru: dorsz, sandacz, halibut i łosoś. Wszystko w cenach od 8 do 10 zł za 100 gram. Do tego frytki, kapusta kiszona, ogórki i buraczki. Dużym plusem knajpki jest świeżość produktów - wzięcie towaru jest spore, a doświadczenie obsługi w rybnym interesie większe od Neptuna i pana Lisnera we własnej osobie.
    Zamówiłem po małej porcji dorsza i łososia plus buraczki i kapusta kiszona - całość 24 zł. Nie jest tanio, ale zazwyczaj w Polsce ryby są dość drogie, więc się nie zdziwiłem. Porcje ryb rzeczywiście były niewielkie, ale można było się tym najeść. Myślę, że warto poczuć klimat nadmorskiego kurortu w samym środku beznadziejnego Mazowsza. Tym bardziej, że rybki są naprawdę świeże i dobre.

   Trochę dziwi łosoś w panierce - niejeden dobry kucharz by się przewrócił - mamy jeszcze jeden dowód na przaśność i kurortowość (ciekawe słowo) tego baru. Aby poczuć prawdziwy klimat Władysławowa brakuje tylko łysych kolesi mówiących "kurwa", kłócącej się rodziny, debilnie śmiejących się z byle czego małolatek i wszędobylskiej nad polskim morzem muzyki w stylu radia Eska.  
    Za klimat i świeże potrawy Smażalnia ryb u Stasia dostaje 5 starów. Czemu nie 6? Jednak wystrój taniej budy i niezbyt tanie potrawy to nie jest to czego szukam. Trzeba jednak podkreślić, że nie znam w bliskiej odległości Warszawy lepszej knajpy ze smażoną rybą.

wtorek, 18 marca 2014

Urodziny restauracji Mąka i Woda

     W niedzielę odwiedziliśmy restaurację Mąka i woda, która w ostatni weekend świętowała pierwsze urodziny. W związku ze świętem przygotowano specjalne urodzinowe i bardzo promocyjne menu. Kolejka chętnych wychodziła daleko poza knajpę, prawie jak w Barze Bambino.

    Zamówiliśmy sałatkę di mare z ośmiornicą i krewetkami, pizzę diavolo (odpowiednio ostrą) i raviolo con uovo czyli wielkiego pieroga z domową ricottą, jajem, masłem i parmezanem. Wszystko było bardzo dobre, szczególnie do gustu przypadła mi znakomita pizza. Raviolo wręcz tonęło w maśle, co czyniło tę potrawę bardzo ciężką. Ceny w dniu urodzin? Za pizzę 15 zł, za pieroga 10 zł. Tak, to można. Na co dzień jest co najmniej 100% drożej.
     Na co dzień drożej, bo i produkty są raczej z wyższej półki. Twórcy restauracji wykonują wszystkie potrawy tylko z regionalnych produktów włoskich. Czuć to podczas konsumpcji.

   Na deser wzięliśmy Budino czyli coś z czekolady, karmelu i czegoś tam. Generalnie najlepszy punkt niedzielnego obiadu. Świetny deser - jeden z lepszych w moim życiu. Warto było.
     W związku z tym, że byliśmy tu podczas urodzin, a ceny i oferta były specjalne nie będę oceniał lokalu. Fajnie, że właściciele zdecydowali się na takie właśnie świętowanie. Wiele osób było po raz pierwszy w Mące i wodzie, może tu wrócą, może nie, ale wspomnienia zostaną raczej pozytywne.

Adres: Chmielna 13A.


sobota, 8 marca 2014

Kuchnia Pełna Niespodzianek - Wiosna

Pora skończyć zimę i cieszyć się wiosną. Wkrótce otworzą się przyknajpiane ogródki, a my zaczniemy jeszcze intensywniej odwiedzać knajpy. A co na wiosnę oferuje nam Kuchnia Pełna Niespodzianek?

piątek, 7 marca 2014

Nie zawsze musi być chaos - Warszawa/Śródmieście

     Pamiętacie jak się zachwycałem knajpą Nie zawsze musi być chaos? (o! tutaj to było) Ładne wnętrze, fajny pomysł z połączeniem sklepu z płytami z knajpą, dobra muzyka, ciekawe meble, sympatyczni ludzie. Niestety wszystko to prysło w tym tygodniu gdy wreszcie zamówiłem coś do jedzenia.
     Byłem głodny, więc wziąłem największy wypas w knajpie czyli zestaw kurczak curry za 18 zł. Cena, jak na modną knajpę, nie szokowała, więc mogłem się spodziewać niewielkiej porcji. Ale gdy kelner przyniósł danie pani Fi "ześmiała się ze śmiechu jak pszczoła", a ja patrzyłem na wszystko z niedowierzaniem. Całość była podana bardzo ładnie: były trzy kawałeczki kurczaka na patyku a'la szaszłyk, hummus z buraka wraz z trzema placuszkami i wazon z sałatą oraz sosem w słoiczku. Pięknie. Jak bym był malarzem to bym to namalował i próbował sprzedać na Starym Mieście. Ale jako danie było wyjątkowo średnie - szczególnie za 18 zł. Co tu dużo mówić. Właściwie zdjęcie mówi samo za siebie. A! I hummus z buraka był taki sobie.
     Drugą przykrą sprawą w Chaosie było podanie piwa Krusovice pszeniczne ze zwykłą szklanką. Niestety panowie barmani, których było tego wieczoru około sześciuset, niewiedzą, że piwo tak jak wino wymaga odpowiednich naczyń. I o ile normalne piwa można pić od biedy w byle czym to do piwa pszenicznego jest potrzebny wysoki, smukły kufel. Specjalny.

   A trzecia sprawa to ogólne nie ogarnięcie personelu. Na kawę czeka się długo - ciągle czegoś zapominają - mimo że za barem stoi sześciuset chłopa. Zasadniczo wszędzie, gdzie za barem stoją hipsterzy i pochodni możemy stawiać miliony, że koleś będzie wszystko olewał, ignorował i zapominał. Taki mają styl.
     Strasznie lubiłem Chaos za wystrój i klimat, ale jeśli chodzi o żarcie czy sposób podawania to są jednym z największych dramatów jakie widziałem. Można ich w kinie pokazywać, a w szczególności w filmie Naga Broń 44 i 1/44. 2 stary - bardzo mi przykro.
Adres: Marszałkowska - wejście od Oleandrów.

Krokiecik - Warszawa/Śródmieście


     W Krokieciku byłem ostatni raz około 10 lat temu. Generalnie tania knajpka z polskim żarciem przy ulicy Zgoda (niedaleko ulicy Przeskok) znajduje się w tym miejscu od lat 90. I tak wygląda - nic się tu nie zmieniło. Wnętrze jest ponure i nieciekawe - zresztą tak samo jak epoka w której powstało.  

     Serwuje się tu dania barowe, podobne jakościowo do standardowego baru mlecznego. Nic specjalnego. Lokal działa głównie w godzinach pracy tutejszych biur i jest nastawiony na taką właśnie klientelę. My byliśmy w Krokieciku po 18tej, gdy do dyspozycji były już tylko ochłapy oferty. Wybraliśmy: kurczaka z suszonymi pomidorami z ziemniakami i solidną porcją marchewki (19 zł) oraz naleśnika z truskawkami.
     No cóż. Potrawa nie była zła. Taka Dacia wśród samochodów. Specjalnej burzy zachwytów u mnie nie wywołała. Kurczak w sosie był mało wyrazisty, a pomidorów w ogóle nie czułem. Reszta ok.

    Co do naleśnika to lepiej nic o nim nie wspominać - zimny, z mrożonymi owocami (z drugiej strony innych owoców teraz nie ma - wina po stronie zamawiającego). Generalnie nic specjalnego. 
   Krokiecik oferuje średni standard baru mlecznego czyli w miarę dobre jedzenie po taniości w centrum Warszawy. Tylko czy inne knajpy w czasie lunchu nie oferują lepszego żarcia w tej samej cenie? Chyba tak. Dodatkowy plus plusowy za piwo Łomża - nie w każdym barze mlecznym mamy taki asortyment.

   Ocena: 3 stary z plusem. Myślę, że następny raz wstąpię tu za kolejne 10 lat.

Samya Kebab - Warszawa/Jelonki

     Odwiedzając takie miejsca myślę sobie, że jestem samobójcą, albo co najmniej głupkiem. Przecież to nie możliwe, aby w takiej budzie było coś dobrego. Czasem jednak można się zdziwić. Niestety w tym wypadku w ogóle się nie zdziwiłem.

    Budki z kebabem na osiedlach są zawsze takie same: beznadziejne panele ścienne, fatalne fotele, telewizor z dziwnym programem muzycznym, najtańsze wyposażenie i przede wszystkim doner kebab czyli obracające się mięso niezachęcające do niczego - zwłaszcza do jedzenia. Oczywiście tak samo było tutaj. Buda znajduje się na Jelonkach przy ulicy Czumy.
    Jedyne plusy tego miejsca to bardzo sympatyczny sprzedawco-barman, normalne (nieplastikowe) sztućce oraz promocja na danie kebab za 14 zł. Bar jest kierowany do młodzieży szkolnej, więc cena ma tutaj największe znaczenie. Smak zostaje gdzieś na drugim miejscu, młodzież wsunie wszystko. Wziąłem kebab z ryżem, bo jednak uważam że z frytkami byłoby za duże stężenie fast foodu. Potrawa była słaba. Niestety mimo bardzo dużej sympatii do wesołego "turka" nie mogę napisać nic więcej. Ryż i surówka były nijakie, a samo mięso twarde, stare i bez smaku. Wesoły "turek" ratował się jeszcze baklawą za darmochę, ale nie poprawi to mojej oceny. A teraz apel - Dzieciaki z ulicy Czumy! - nie jedźcie tam!. Kupcie sobie bułkę z pasztetem! - będzie taniej i zdrowiej!

   Reasumując: 1 star za darmową baklawę i bardzo miłego pana za ladą. 

wtorek, 4 marca 2014

Świetlica - Warszawa/Śródmieście

     Dzięki mojej nowej komórce mogę zgłosić się na konkurs: "Najgorsze zdjęcia roku - World Press Foto". Z naciskiem na Foto przez F.

    Tym razem zapraszam do nowej knajpki w Śródmieściu - na Marszałkowskiej, przy Oleandrów i na przeciwko Prasowego. Lokal nazywa się Świetlica i jest standardowym pubem. Bardzo standardowym, bo wystrój jest typowy: stare krzesła, nie najnowsze stoły, ciemne ściany i ogólna ciemnica. Generalnie jest bardzo przytulnie - oczywiście jak ktoś lubi takie klimaty.

   Jak na prawdziwy pub przystało do wyboru mamy głównie alkohole plus ewentualnie herbaty, kawy i ciasta. Z piw można polecić np. Bernarda albo Książęce ciemne łagodne z kija. My tym razem w Świetlicy żądaliśmy siódemek deseru. Dostaliśmy dobrą kawę i spore kawałki brownie oraz sernika z kajmakiem. Smaczne, świeże (chyba robione na miejscu) i w standardowej cenie (10 zł). Przydało by się ciasta złamać jakimś owocem lub kremem czy czymś. Ale nie ma co narzekać - generalnie było spoko - jak mówi młodzież jak mówiła młodzież 10 lat temu.
     Świetlica to bardzo dobre miejsce na spotkania ze znajomymi przy piwie. Jest tu wbrew pozorom (wejście do knajpy jest małe, od razu jest bar - z zewnątrz wygląda jakby lokal miał tyle miejsca w środku co szewc przy Żelaznej) całkiem sporo miejsca. Plusem są dobre piwa, niezła kawa, własne ciasta oraz dobrze dobrana muzyka w tle. W weekendy można się tu natknąć na koncerty lub jakieś inne eventy. Spoko - ocena bardzo dobra. Siadaj.



sobota, 1 marca 2014

Nasze przysmaki-polskie i węgierskie - Warszawa/Żoliborz

      Po pierwsze muszę stwierdzić, że mój nowy aparat w jeszcze nowszej komórce firmy Alcatel jest wyjątkowo słaby, za co przepraszam wszystkich czytających tego bloga.

    Po drugie po raz kolejny wybrałem się coś zjeść na Żoliborz. Być może dlatego, że akurat dziś jeździłem Cadillakiem Seville z 1988 roku i podświadomie pragnąłem prestiżu i luksusu. Na Żoliborzu najwyraźniej fasolka po bretońsku jest już szczytem lansu, bo kosztowała 17 zł czyli o jakieś 8 - 10 zł za dużo. Skusiłem się, a co tam - człowiek z cadillakiem na parkingu musi jeść prestiżowo i drogo.

   A gdzie jadłem te frykasy dokładnie? Bistro/sklep Nasze przysmaki - polskie i węgierskie - przy ulicy Zajączka. Generalnie jest to bardziej sklep, w którym można kupić za drogie, ale dobre kulinaria, głównie pochodzenia węgierskiego. Bistro jest jakby dodatkiem do działalności. W sklepie występuje duży wybór kiełbas i wędlin, są też węgierskie wina, sery korycinskie, ciekawe piwo i takie tam. Można też kupić dobrą garmażerkę typu paszteciki, zupy, pierogi, kluski, bigos itd. W dzień powszedni jest serwowany także lunch, na który pewnie kiedyś jeszcze się wybiorę. Dziś wziąłem najdroższą w moim życiu fasolkę i szczerze mówiąc nie była lepsza od tej w Kercelaku za dychę. I tyle powiem. I mam podejrzenia, że była podgrzewana w mikrofali. Żenada.
    Całkiem smaczna, ale niczym specjalnym się niewyróżniająca fasolka po bretońsku za 17 zł to kolejny skandal na Żoliborzu. Na szczęście woda mineralna kosztowała 2,5 zł. I tyle też starów dostają Nasze przysmaki - 2 z plusem.