czwartek, 6 lutego 2014
Kuchnia Pełna Niespodzianek - Ziółka Na Rozgrzanie
Jest zima, a zimą musi być zimno. Przydałoby się czymś rozgrzać. Alkoholu nie proponuję, ale za to mieszkańcom Warszawy polecam wizytę w restauracji Klukovka i wybranie tam menu syberyjskiego. Jeśli akurat nie jest nam po drodze na Muranów to z pomocą jak zwykle przychodzi Kuchnia Pełna Niespodzianek....
środa, 5 lutego 2014
Villa Demetrios - Kałuszyn
Zasadniczo trudno tu coś napisać, Villa Demetrios to typowa knajpa przydrożna z typowymi polskimi daniami. Od tej typowości aż można zemdleć - szczególnie patrząc na kolumienki i armatę. W menu nie ma dużo potraw. Chyba to dobrze, bo przynajmniej składniki mają szansę być świeże, a nie mrożone.
Demetrios znajduje się w miejscowości Kałuszyn na trasie numer 2 między Mińskiem Mazowieckiem, a Siedlcami. Z zewnątrz restauracja wygląda strasznie: fatalne kolumny, jakieś przypadkowe armaty, bezsensowne rzeźby i brzydkie lwy. W środku nie jest lepiej. Rokoko w pełnej krasie.
Zanim dostaliśmy zamówione dania otrzymaliśmy od firmy chleb ze smalcem. Miło - fajny akcent na powitanie. Co wzięliśmy? Danie dnia za 18 zł czyli pomidorowa plus mielony z ziemniakami i buraczkami. Czyli klasyk nad klasykami. Do tego pani Fi pierogi ruskie, pani AM placek węgierski (18 zł), a pan Ciasteczka wziął filet z kurczaka (19 zł).
Efekt? Typowe żarcie z trasy. Nie było źle, ale fajerwerków tez nie widzieliśmy. Pomidorowa bardzo poprawna - odpowiednio kwaśna, duża i z fajnym makaronem. Mielony typowy, nic ponad bary mleczne w Białej Podlaskiej.
Placek i ruskie były chyba najlepsze ze wszystkiego. Ciasto w ruskich było bardzo dobre, nierozgotowane i akurat. Farsz ze smakiem i dużą ilością ziemniaków. Co do drugiego dania to sam placek był świetny, gorzej z gulaszem czy jak to nazwać. Nie miał smaku i wyrazistości.
Najgorzej wypad filet z kurczaka, który po prostu pływał w oleju. Kolega Ciasteczka wprost zatonął na pełnym morzu oleju i do końca dnia nie wypłynął już na ląd. To była zdecydowanie najgorsza potrawa dnia, na którą składały się także odmrażane frytki z marketu.
Mimo fatalnego kotleta z kurczaka, całość wypadła poprawnie i Villa Demetrios dostaje ode mnie mocną trójkę. Potrawy nas tu nie zaskoczą, ale też raczej nie otrują. Do tego dochodzą znośne ceny i smalec na powitanie. A na tej trasie trudno o dobry bar - więc może warto tu się jeszcze zatrzymać?
Demetrios znajduje się w miejscowości Kałuszyn na trasie numer 2 między Mińskiem Mazowieckiem, a Siedlcami. Z zewnątrz restauracja wygląda strasznie: fatalne kolumny, jakieś przypadkowe armaty, bezsensowne rzeźby i brzydkie lwy. W środku nie jest lepiej. Rokoko w pełnej krasie.
Zanim dostaliśmy zamówione dania otrzymaliśmy od firmy chleb ze smalcem. Miło - fajny akcent na powitanie. Co wzięliśmy? Danie dnia za 18 zł czyli pomidorowa plus mielony z ziemniakami i buraczkami. Czyli klasyk nad klasykami. Do tego pani Fi pierogi ruskie, pani AM placek węgierski (18 zł), a pan Ciasteczka wziął filet z kurczaka (19 zł).
Efekt? Typowe żarcie z trasy. Nie było źle, ale fajerwerków tez nie widzieliśmy. Pomidorowa bardzo poprawna - odpowiednio kwaśna, duża i z fajnym makaronem. Mielony typowy, nic ponad bary mleczne w Białej Podlaskiej.
Placek i ruskie były chyba najlepsze ze wszystkiego. Ciasto w ruskich było bardzo dobre, nierozgotowane i akurat. Farsz ze smakiem i dużą ilością ziemniaków. Co do drugiego dania to sam placek był świetny, gorzej z gulaszem czy jak to nazwać. Nie miał smaku i wyrazistości.
Najgorzej wypad filet z kurczaka, który po prostu pływał w oleju. Kolega Ciasteczka wprost zatonął na pełnym morzu oleju i do końca dnia nie wypłynął już na ląd. To była zdecydowanie najgorsza potrawa dnia, na którą składały się także odmrażane frytki z marketu.
Mimo fatalnego kotleta z kurczaka, całość wypadła poprawnie i Villa Demetrios dostaje ode mnie mocną trójkę. Potrawy nas tu nie zaskoczą, ale też raczej nie otrują. Do tego dochodzą znośne ceny i smalec na powitanie. A na tej trasie trudno o dobry bar - więc może warto tu się jeszcze zatrzymać?
poniedziałek, 3 lutego 2014
Bar Prasowy - Warszawa/Śródmieście
Bar Prasowy powinien przystąpić do akcji "Zjeść po ludzku" - tak dobrego żarcia za tak niewielkie pieniądze próżno w stolicy szukać. Jestem absolutnie zakochany w Prasowym. Nie dziwię się, że to miejsce zdobyło Wdechę 2013 za miejsce roku.
W sobotę jak zwykle zjedliśmy tu świetny i tani obiad. Na pierwszy rzut poszła ogórkowa (4,5 zł). Ale jaka ogórkowa? Mmmm... z dużą ilością gadżetów (czytaj warzyw) i mięsem. Gęsta, duża i bardzo smaczna. Palce lizać. Łyżkę też.
Na drugie danie wzięliśmy tzw. danie dnia czyli de wolaj z kaszą lub ziemniakami plus kompot i surówka (17 zł). Drobiowy kotlet nie był tym razem nadziewany masłem tylko pieczrkami z serem i jakąś zieleniną. Był świetny. Przede wszystkim świeży, soczysty, a nadzienie było znakomite. Minus za niezbyt ciepłą kaszę.Pani AM zamówiła inną potrawę: polędwiczki w sosie grzybowym z kaszą. Mówiła, że trzymają poziom. I to za 18zł w zestawie z surówkami i kompotem. Zatwierdzam.
Jak zwykle daję Prasowemu 6 starów. Nie można inaczej. I jeszcze na marginesie - wnętrze Prasowego jest naprawdę w porzo.
Adres: Marszałkowska, niedaleko Litewskiej i Zoli.
W sobotę jak zwykle zjedliśmy tu świetny i tani obiad. Na pierwszy rzut poszła ogórkowa (4,5 zł). Ale jaka ogórkowa? Mmmm... z dużą ilością gadżetów (czytaj warzyw) i mięsem. Gęsta, duża i bardzo smaczna. Palce lizać. Łyżkę też.
Na drugie danie wzięliśmy tzw. danie dnia czyli de wolaj z kaszą lub ziemniakami plus kompot i surówka (17 zł). Drobiowy kotlet nie był tym razem nadziewany masłem tylko pieczrkami z serem i jakąś zieleniną. Był świetny. Przede wszystkim świeży, soczysty, a nadzienie było znakomite. Minus za niezbyt ciepłą kaszę.Pani AM zamówiła inną potrawę: polędwiczki w sosie grzybowym z kaszą. Mówiła, że trzymają poziom. I to za 18zł w zestawie z surówkami i kompotem. Zatwierdzam.
Jak zwykle daję Prasowemu 6 starów. Nie można inaczej. I jeszcze na marginesie - wnętrze Prasowego jest naprawdę w porzo.
Adres: Marszałkowska, niedaleko Litewskiej i Zoli.
Etykiety:
6 starów,
bar,
bar mleczny,
centrum,
de wolaj,
dobre ceny,
dobre żarcie,
fajny klimat,
kasza,
ładne wnętrze,
marszałkowska,
ogórkowa,
polędwiczki,
prasowy,
śródmieście,
tanie żarcie,
zjeść po ludzku
piątek, 31 stycznia 2014
Nie zawsze musi być chaos - Warszawa/Śródmieście
Trafiliśmy tu przez przypadek. I bardzo dobrze. Klubokawiarnia fundacji Nie zawsze musi być chaos przy Marszałkowskiej - wejście od Oleandrów to idealne miejsce. Jeszcze do końca nie wiemy na co idealne, może po prostu idealne. Jeszcze tu nie jedliśmy - jeszcze nie przyznam im starów, ale ujął mnie klimat sklepu płytowego połączonego z kawiarnią. Z głośników leci świetna muza: od jazzu po klasykę, a meble pochodzą z lat 50./60./70. i nie przypominają meblościanek z bloków, są to bardziej designerskie, lekkie, bardzo przyjemne meble. Można tu też coś zjeść. My byliśmy po obiedzie w Prasowym, więc wypiliśmy tylko piwo Primator, kawę i wodę z imbirem i miodem.
Bardzo fajne miejsce - mieli nawet winyl z muzyką Herbie Hancocka do filmu "Życzenie śmierci" z Charlesem Bronsonem w roli głównej. Muszę tam wrócić, choćby po to by kupić tę płytę. Kurczę - już nie mogę się doczekać.
Bardzo fajne miejsce - mieli nawet winyl z muzyką Herbie Hancocka do filmu "Życzenie śmierci" z Charlesem Bronsonem w roli głównej. Muszę tam wrócić, choćby po to by kupić tę płytę. Kurczę - już nie mogę się doczekać.
Etykiety:
centrum,
charles bronson,
dobra muzyka,
herbie hancock,
kawa,
klubokawiarnia,
ładne wnętrze,
nie zawsze musi być chaos,
primator,
śródmieście,
warszawa,
woda z imbirem
PaństwoMiasto - Warszawa/Muranów
Lubię PaństwoMiasto - pisałem o tym lokalu kiedyś tam (o! tutaj, o!). Knajpka znajduje się na Muranowie przy ulicy Andersa, przed wojną w tym miejscu był pewnie skład bławatny Grubsztajna, teraz mamy ciastko z lat 50. i kilka knajp. Bardzo fajne miejsce, zarówno pod względem wystroju, obsługi jak i oferty kulinarnej.
Ostatnio pisaliśmy o napojach alkoholowych, teraz przyszła pora na jedzenie. Najfajniejsze są oferty lunchowe - za 17 zł do 20 zł dostajemy drugie danie - zawsze do wyboru - jedno mięsne, jedno wegetariańskie. Jest też zupa po 6 - 7 zł - też zazwyczaj wegetariańska (na zdjęciu zupa z białych warzyw). W zestawie chodzi całość po 21 zł. Codziennie na lunch coś innego - na zdjęciach powyżej quesadilla ze szpinakiem i bajerami. Często bywają także makarony (tak jak niżej znakomite penne z kurczakiem i brokułami), sztuki mięsa albo risotto.
No właśnie - risotto. W ofercie stałej są też sałatki, makarony i risotto. W cenach od 21 do 25 zł. Jeszcze nigdy nie spotkałem w PaństwoMiasto gniota. Widać, że szef kuchni wie co robi.
Oprócz lunchów i dań typu makaron lub risotto można tu też zjeść np. tatara wołowego lub śledziowego. Tatar wołowy kosztuje 18 zł i zawsze jest bardzo świeży, co widać po jego kolorze - mięso jest jasne i wygląda spoko. Niestety jest mielony i nie jest go dużo. Ale coś za coś - jest naprawdę smaczny - w osobnej klasyfikacji tatarowej PaństwoMiasto dostaje 5 starów.
To nie koniec oferty PaństwoMiasto - polecamy także ciasta. Ostatnio udało się dorwać naprawdę świetne ciasto anansowe i czekoladowe - palce lizać - wszystko zrobione na miejscu. Tak trzymać.
PaństwoMiasto dostaje ode mnie 6 starów - potrawy są w odpowiedniej cenie, dobre smaku, zawsze oryginalnie przyrządzone i wyśmienicie podane. Oby tak dalej.
Ostatnio pisaliśmy o napojach alkoholowych, teraz przyszła pora na jedzenie. Najfajniejsze są oferty lunchowe - za 17 zł do 20 zł dostajemy drugie danie - zawsze do wyboru - jedno mięsne, jedno wegetariańskie. Jest też zupa po 6 - 7 zł - też zazwyczaj wegetariańska (na zdjęciu zupa z białych warzyw). W zestawie chodzi całość po 21 zł. Codziennie na lunch coś innego - na zdjęciach powyżej quesadilla ze szpinakiem i bajerami. Często bywają także makarony (tak jak niżej znakomite penne z kurczakiem i brokułami), sztuki mięsa albo risotto.
No właśnie - risotto. W ofercie stałej są też sałatki, makarony i risotto. W cenach od 21 do 25 zł. Jeszcze nigdy nie spotkałem w PaństwoMiasto gniota. Widać, że szef kuchni wie co robi.
Oprócz lunchów i dań typu makaron lub risotto można tu też zjeść np. tatara wołowego lub śledziowego. Tatar wołowy kosztuje 18 zł i zawsze jest bardzo świeży, co widać po jego kolorze - mięso jest jasne i wygląda spoko. Niestety jest mielony i nie jest go dużo. Ale coś za coś - jest naprawdę smaczny - w osobnej klasyfikacji tatarowej PaństwoMiasto dostaje 5 starów.
To nie koniec oferty PaństwoMiasto - polecamy także ciasta. Ostatnio udało się dorwać naprawdę świetne ciasto anansowe i czekoladowe - palce lizać - wszystko zrobione na miejscu. Tak trzymać.
PaństwoMiasto dostaje ode mnie 6 starów - potrawy są w odpowiedniej cenie, dobre smaku, zawsze oryginalnie przyrządzone i wyśmienicie podane. Oby tak dalej.
Etykiety:
6 starów,
ciasto ananasowe,
ciasto czekoladowe,
lunch,
ładne wnętrze,
makarony,
muranów,
państwomiasto,
penne z kurczakiem,
quesadilla,
risotto,
sałatki,
śródmieście,
tatar,
tatar wołowy
Klukovka - Warszawa/Muranów
Normalnie jest jak w kieleckim, albo jeszcze gorzej. Aż nie chce się chodzić do knajp. Najchętniej poszedłbym spać jak jakiś niedźwiedź czy ktoś taki. Ale skoro nie mogę spać ciurkiem przez dwa miesiące to poszliśmy rozgrzać się do Klukovki czyli restauracji z kuchnią wschodnią. Nie, nie. Nie wypiliśmy im całej wódki. Klukovka wprowadziła okresowo dania kuchni syberyjskiej. Podobno dobrze grzeją. Trzeba było sprawdzić.
Na początek należy wyjaśnić co to jest Klukovka? To nalewka z okolic Kazachstanu, ale także niewielka knajpka z kuchnią wschodnią prowadzona przez rodzinę z Kazachstanu. Znajduję się w Pasażu Muranów przy ulicy Jana Pawła II (gdzieś między Domino's Pizza i Kebab Kingiem). Podają tu dania pochodzące z całego dawnego ZSRR, oprócz jedzenia rodem z Kazachstanu znajdziemy żarcie Uzbeckie, Azerskie, Rosyjskie, Ukraińskie itd. Menu wygląda naprawdę zachęcająco.
My tym razem skusiliśmy się na dania syberyjskie, bo chcieliśmy się naprawdę ogrzać. Zamówiliśmy tatarską zupę asz (12 zł) i pielmienie z baraniną, wołowiną i sarniną (22 zł). Zupa tatarska (chyba znają ją też w Iranie i okolicach) przypominała rosół z wołowiną, warzywami i papryką. Całkiem smaczna, ale dość wodnista. Mogłaby być bardziej wyrazista. No i cena za zwykły talerz zupy od czapy. Na szczęście Pielmienie były znakomite. Podano je z sosami do wyboru - ocet, śmietana, podgrzane masło. Ciasto było idealnie twarde - nie rozgotowane, mięso wręcz soczyste. Bardzo dobry wybór. Najadłem się, choć cena moim zdaniem też zbyt wysoka. Niestety prawdziwa baranina i sarnina swoje kosztuje. Pewnie taniej się nie da.
Generalnie za niezbyt wyszukaną zupę, wysokie ceny, średni wystrój i taki sobie klimat mógłbym dać 3 - 4 stary. Ale knajpkę ratują sympatyczne kelnerki ze wschodu, genialne pielmienie, fajny wybór potraw i przede wszystkim to, że naprawdę się rozgrzałem. Wierzcie lub nie, ale było mi cieplej. Dlatego Klukovka zasługuje na 5 starów. Jeszcze tu wrócimy sprawdzić standardowe menu.
Na początek należy wyjaśnić co to jest Klukovka? To nalewka z okolic Kazachstanu, ale także niewielka knajpka z kuchnią wschodnią prowadzona przez rodzinę z Kazachstanu. Znajduję się w Pasażu Muranów przy ulicy Jana Pawła II (gdzieś między Domino's Pizza i Kebab Kingiem). Podają tu dania pochodzące z całego dawnego ZSRR, oprócz jedzenia rodem z Kazachstanu znajdziemy żarcie Uzbeckie, Azerskie, Rosyjskie, Ukraińskie itd. Menu wygląda naprawdę zachęcająco.
My tym razem skusiliśmy się na dania syberyjskie, bo chcieliśmy się naprawdę ogrzać. Zamówiliśmy tatarską zupę asz (12 zł) i pielmienie z baraniną, wołowiną i sarniną (22 zł). Zupa tatarska (chyba znają ją też w Iranie i okolicach) przypominała rosół z wołowiną, warzywami i papryką. Całkiem smaczna, ale dość wodnista. Mogłaby być bardziej wyrazista. No i cena za zwykły talerz zupy od czapy. Na szczęście Pielmienie były znakomite. Podano je z sosami do wyboru - ocet, śmietana, podgrzane masło. Ciasto było idealnie twarde - nie rozgotowane, mięso wręcz soczyste. Bardzo dobry wybór. Najadłem się, choć cena moim zdaniem też zbyt wysoka. Niestety prawdziwa baranina i sarnina swoje kosztuje. Pewnie taniej się nie da.
Generalnie za niezbyt wyszukaną zupę, wysokie ceny, średni wystrój i taki sobie klimat mógłbym dać 3 - 4 stary. Ale knajpkę ratują sympatyczne kelnerki ze wschodu, genialne pielmienie, fajny wybór potraw i przede wszystkim to, że naprawdę się rozgrzałem. Wierzcie lub nie, ale było mi cieplej. Dlatego Klukovka zasługuje na 5 starów. Jeszcze tu wrócimy sprawdzić standardowe menu.
Etykiety:
5 starów,
drogie żarcie,
kazachstan,
klukovka,
kuchnia wschodnia,
muranów,
pasaż muranów,
pielmienie,
sarnina,
sympatyczna kelnerka,
warszawa,
zupa asz,
żarcie z ZSRR
czwartek, 30 stycznia 2014
Przekąski u Romana - Warszawa/Solec
Za kwotę 16 zł dostajemy zupę i drugie danie. Dobry deal. Mnie nie trzeba długo namawiać. W ostatnią sobotę był to typowy schaboszczak z kapustą i ziemniakami oraz zupa grochowa, raczej w formie kremu. Zacznijmy od zupy - w zasadzie niczym nas nie zaskoczyła - była gęsta, świeża i smaczna. Mogłaby być cieplejsza, bo niestwty sympatyczna pani kelner przyniosła nam letnie zupy, a wiemy co mówił Jan Nowicki o zupach w filmie Sztos: "zupa powinna być gorąca".
Schaboszczak trzymał poziom dobrego baru mlecznego. Standard barowy na 4+. W sumie git jak Fiat 125p. Fajnie się jeździ, szczególnie zimą, ale są lepsze wozy na tym świecie.
Na deser wzięliśmy jeszcze po kielichu (5 zł) i bigos za 9 zl. Trzeba przyznać, że był to jeden z lepszych tanich bigosów w Warszawie. Świeży, odpowiednio kwaśny i dużą ilością gadżetów (czytaj: mięsa). Zatwierdzam.
Razem Przekąski u Romana dostają ode mnie piątkę. Bardzo poprawne jedzenie, niedrogie i w dobrym klimacie. Pewne błędy są, nie jest to Sheraton ani kuchnia pana Sowy czy innego mistrza kuchni, ale za taką cenę trudno oczekiwać więcej.
Bar Prasowy - Warszawa/Śródmieście
Bar Prasowy powrócił na mapę warszawskich barów mlecznych w wielkim stylu. Choć nie ma już klimatu PRL-owskiego mleczaka, choć jest mocno hipsterski i panuję w nim ciągły tłok to warto poczekać chwilę w kolejce.


Nowy właściciel nie robi tysiąca dań na raz i skupia się na kilku potrawach plus zawsze obecne pierogi, naleśniki, leniwe i pomidorową. My byliśmy tam w ostatnią niedzielę stycznia 2014 i wzięliśmy pełen zestaw dań: pomidorową (1,5 zł), danie dnia czyli burito z salsą (16 zł) i buraczkami zasmażanymi (2 zł), leniwe, ruskie i karkówkę z sosem pomidorowym w zestawie z ziemniakami i surówką (14 zł). Co tu dużo mówić - wszystko było dobre. Szczególnie porównując jakość do ceny.
Burito smaczne, duże, ale za mało pikantne, za to buraczki były dość ostre - być może inne osoby mogły by mieć pretensje do kucharza. Ja byłem zachwycony. Pomidorowa, mimo iż kosztuje złotego z groszami jest kwaśna i mocna w smaku. Taka akurat. W zasadzie nie było się do czego przyczepić. Ruskie też znakomite - mogłyby być bardziej wyraziste czyli pikantniejsze po prostu. Ale i tak były na dobrym poziomie. Czuje się, że potrawy są robione na miejscu. Jedynie kompot jako dodatek do obiadu był nijaki i wodnisty. Trudno, jakoś to przeżyjemy.
Prasowy z dobrego baru mlecznego stał się znakomitym barem. Nie wiem czy jest jeszcze mleczny, bo klimat jest bardziej nowoczesny - młodzieżowy, ale wcale to nie przeszkadza. Jest czysto, schludnie i ze smakiem. Dodatkowy plus za małą salę z wielkim wspólnym stołem. Polecam - polecam - polecam. 6 starów. W sobotę idę na rozdanie nagród Wdech 2013 - mam nadzieję, że Prasowy dostanie jakąś nagrodę.
Adres: Marszałkowska - blisko litewskiej i TR Warszawa.
Etykiety:
6 starów,
bar,
bar mleczny,
burito z salsą,
centrum,
dobre ceny,
dobre żarcie,
karkówka z sosem pomidorowym,
kolejka,
kompot,
leniwe,
pierogi ruskie,
pomidorowa,
prasowy,
śródmieście,
tanie żarcie,
warszawa
wtorek, 28 stycznia 2014
W oparach absurdu - Warszawa/Stara Praga
Do knajpki przy ulicy Ząbkowskiej (niedaleko Brzeskiej) o nazwie W oparach absurdu zawsze warto wpaść. Głównie by napić się piwa, albo wódki - zazwyczaj w pięknych okolicznościach przyrody. Do wódeczki można tu kupić śledzia, tatar, bigos. Są też pierogi (w menu w wersji angielskiej: home made pierogi).
My tym razem spotkaliśmy się tu przy wódce i piwie, zatem grubszych potraw nie tykaliśmy. Niestety bardzo rzadko bywa tu tatar, zatem zamówiliśmy śledzia (9 zł, a z dwomamilicjantami wódeczkami 23 zł). Trzeba przyznać, że sledzik był dobry, świeży, a porcja była wystarczająca. Pani Fi zamówiła ciasto marchewkowo-czekoladowe, które nie dość, ze było home made to jeszcze było dobre.
Skoro W oparach absurdu jest lokalem, do którego warto wpaść na piwo to jakie browary można tu kupić? Same dobre. Raciborskie, Amber, kilka gatunków czeskiego piwa i kilka innych naprawdę dobrych piw regionalnych. Polecamy.
Wystrój nie każdemu się spodoba - miłośnicy minimalizmu i czystości formy będą się tu czuli źle. Lokal składa się ze starych mebli i stolików zrobionych ze starych maszyn do szycia. Jest dość ciasno, ale mi ten klimat odpowiada. Trochę w stylu końca lat 90. Czasem organizowane są tu. występy na żywo, zazwyczaj jazzowe lub rockowe. Mi to bardzo pasuje.
Jako miejsce do wypadów na piwo lub wódkę W oparach absurdu dostaje 5 starów - minus za notoryczny brak tatara. Na obiady polecamy inne lokale na Ząbkowskiej.
My tym razem spotkaliśmy się tu przy wódce i piwie, zatem grubszych potraw nie tykaliśmy. Niestety bardzo rzadko bywa tu tatar, zatem zamówiliśmy śledzia (9 zł, a z dwoma
Skoro W oparach absurdu jest lokalem, do którego warto wpaść na piwo to jakie browary można tu kupić? Same dobre. Raciborskie, Amber, kilka gatunków czeskiego piwa i kilka innych naprawdę dobrych piw regionalnych. Polecamy.
Wystrój nie każdemu się spodoba - miłośnicy minimalizmu i czystości formy będą się tu czuli źle. Lokal składa się ze starych mebli i stolików zrobionych ze starych maszyn do szycia. Jest dość ciasno, ale mi ten klimat odpowiada. Trochę w stylu końca lat 90. Czasem organizowane są tu. występy na żywo, zazwyczaj jazzowe lub rockowe. Mi to bardzo pasuje.
Jako miejsce do wypadów na piwo lub wódkę W oparach absurdu dostaje 5 starów - minus za notoryczny brak tatara. Na obiady polecamy inne lokale na Ząbkowskiej.
Etykiety:
5 starów,
browar amber,
ciasto marchewkowe,
czeskie piwo,
dobre piwo,
fajny klimat,
pierogi,
piwo raciborskie,
praga,
stara praga,
śledzik,
w oparach absurdu,
warszawa,
wódka,
ząbkowska
Zapiexy Luxusowe - Warszawa/Saska Kępa
Przepraszam za zdjęcia, ale jakoś tak wyszło, że przypomniałem sobie o nich w połowie posiłku. Lokal na Saskiej Kępie to drugie juz miejsce w Warszawie sygnowane logiem Zapiexów Luxusowych. Wybór potraw jest zgodny z nazwą knajpy i mamy tu do czynienia tylko z zapiekankami. W porzo.
Same zapiekanki są dość duże, ten ochłap ze zdjęć poniżej to już tylko połowa kanapki. Zatem większość ludzi bierze sobie jedną sztukę na dwie osoby. Jak na taką bułę ceny nie są duże - moja tzw. extra mocna z kiełbaską i papryczką jalapeno kosztuje 11,50. Ceny chyba nie wychodzą poza 15 zł przy największym wypasie. Jest też standardowa zapiekanka z serem i pieczarkami za ok. 10 zł. Można też sobie dobierać składniki samemu, np. oscypek, ser mozzarella i dodatkowy ser dla miłośników cholesterolu albo papryka jalapeno x 7 dla twardzieli spod znaku Charlesa Bronsona.
Sosy i przyprawy można pobrać sobie samemu przy oddzielnym stoliku, co dla Polaków zakochanych we wszelkich sosach jest wyjściem bardzo dobrym.
A jak smakują zapiexy? No właśnie. Tu jest ich największy minus. Nie są złe, na pewno nie znajdziemy na nich pleśni czy elementów jeszcze zamrożonych jak w często bywa w nadmorskich budach. Z drugiej strony zapiexy nie są też jakieś rewelacyjne. Ser jest dziwny, bardzo miękki i słabo ciągnący się. Właściwie nie ma smaku. Dodatki zawsze są świeże i nie mam do nich jakiś zastrzeżeń poza tym, że pieczarek jest jak na lekarstwo. Bułka świeża, ale bardziej z tych napompowanych jakimś spulchniaczem. Brzmi to wszystko nie najlepiej, bo po prostu są w Warszawie lepsze miejsca z zapiekankami, a do tych z Krakowa zapiexom daleko jak naszym piłkarzom do zdobycia jakiegoś pucharu. Mimo wszystko Zapiexy Luxusowe mają w sobie coś takiego, że od czasu czasu można tam wpaść. Fajny jest lokal, gazety z przedwojennymi ogłoszeniami, wystrój, ceny, obsługa, możliwość płatności kartą. W sumie wszystko jest git. Gdyby poprawili gatunkowo ser i dorzucili więcej pieczarek byłoby idealnie. A tak są tylko 4 stary.
Same zapiekanki są dość duże, ten ochłap ze zdjęć poniżej to już tylko połowa kanapki. Zatem większość ludzi bierze sobie jedną sztukę na dwie osoby. Jak na taką bułę ceny nie są duże - moja tzw. extra mocna z kiełbaską i papryczką jalapeno kosztuje 11,50. Ceny chyba nie wychodzą poza 15 zł przy największym wypasie. Jest też standardowa zapiekanka z serem i pieczarkami za ok. 10 zł. Można też sobie dobierać składniki samemu, np. oscypek, ser mozzarella i dodatkowy ser dla miłośników cholesterolu albo papryka jalapeno x 7 dla twardzieli spod znaku Charlesa Bronsona.
Sosy i przyprawy można pobrać sobie samemu przy oddzielnym stoliku, co dla Polaków zakochanych we wszelkich sosach jest wyjściem bardzo dobrym.
A jak smakują zapiexy? No właśnie. Tu jest ich największy minus. Nie są złe, na pewno nie znajdziemy na nich pleśni czy elementów jeszcze zamrożonych jak w często bywa w nadmorskich budach. Z drugiej strony zapiexy nie są też jakieś rewelacyjne. Ser jest dziwny, bardzo miękki i słabo ciągnący się. Właściwie nie ma smaku. Dodatki zawsze są świeże i nie mam do nich jakiś zastrzeżeń poza tym, że pieczarek jest jak na lekarstwo. Bułka świeża, ale bardziej z tych napompowanych jakimś spulchniaczem. Brzmi to wszystko nie najlepiej, bo po prostu są w Warszawie lepsze miejsca z zapiekankami, a do tych z Krakowa zapiexom daleko jak naszym piłkarzom do zdobycia jakiegoś pucharu. Mimo wszystko Zapiexy Luxusowe mają w sobie coś takiego, że od czasu czasu można tam wpaść. Fajny jest lokal, gazety z przedwojennymi ogłoszeniami, wystrój, ceny, obsługa, możliwość płatności kartą. W sumie wszystko jest git. Gdyby poprawili gatunkowo ser i dorzucili więcej pieczarek byłoby idealnie. A tak są tylko 4 stary.
Etykiety:
4 stary,
charles bronson,
dobre ceny,
gazetki ścienne,
jalapeno,
kanapki,
ładne wnętrze,
praga,
saska kępa,
ser,
sosy,
tanie żarcie,
warszawa,
zapiekanki,
zapiexy luxusowe
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Zagadka Coffee Bar - Warszawa/Mirów
Zagadka Cofee Bar to bardzo sympatyczne miejsce przy ulicy Elektoralnej (blisko JPII). Z zewnątrz wygląda, iż w środku jest niewiele miejsca, ale tak naprawdę zawsze znajdzie się coś wolnego na górnej antrosoli. Zatem warto tam zajrzeć nawet jeśli jest tłoczno. Sama knajpa ma ciekawy wystrój, fajne miejsce do spotkań z przyjaciółmi. Zresztą my też wybraliśmy się tu bardziej na piwo niż na obiad.
W czasie dnia można tu zjeść dobry lunch. Później Zagadka staje się knajpą do wypicia dobrych drinków, spotkania ze znajomymi i posłuchania muzyki. My byliśmy tu właśnie po 20tej, więc na menu lunchowe nie mogliśmy liczyć. Zatem co było? Makarony, sałatki, kanapki i naleśniki.
Zamówiliśmy więc naleśnika XXL z kurczakiem (24 zł) i makaron z mozzarellą (27 zł). Wszystko było bardzo ładnie podane i wyglądało smakowicie. Naleśnik był rzeczywiście duży, w środku oprócz grillowanego kurczaka była cebula, cukinia i suszone pomidory. Bardzo smaczne i sycące danie. Jestem za. Mogę zjeść takich jeszcze "pincet". Makaron z mozzarellą i czerwoną cebulą, świeżą bazylią w pomidorowym sosie był także na wysokim poziomie. Mimo iż wszystko nam smakowało to mamy pewne ale, głównie do cen, które są zbyt wysokie.
W czasie dnia można tu zjeść dobry lunch. Później Zagadka staje się knajpą do wypicia dobrych drinków, spotkania ze znajomymi i posłuchania muzyki. My byliśmy tu właśnie po 20tej, więc na menu lunchowe nie mogliśmy liczyć. Zatem co było? Makarony, sałatki, kanapki i naleśniki.
Zamówiliśmy więc naleśnika XXL z kurczakiem (24 zł) i makaron z mozzarellą (27 zł). Wszystko było bardzo ładnie podane i wyglądało smakowicie. Naleśnik był rzeczywiście duży, w środku oprócz grillowanego kurczaka była cebula, cukinia i suszone pomidory. Bardzo smaczne i sycące danie. Jestem za. Mogę zjeść takich jeszcze "pincet". Makaron z mozzarellą i czerwoną cebulą, świeżą bazylią w pomidorowym sosie był także na wysokim poziomie. Mimo iż wszystko nam smakowało to mamy pewne ale, głównie do cen, które są zbyt wysokie.
Na deser wzięliśmy bardzo poprawne ciasto orzechowe z makiem i kilka butelek Żywca Porter z Browaru Cieszyńskiego. Właśnie. Piwo. W lokalu są dostępne tylko gatunki związane z grupą Żywiec i brakuje piw regionalnych. Ale po zachowaniu klienteli było widać, iż najmodniejszym trunkiem w zagadce są raczej drinki, więc być może brak dobrych piw nie przeszkadza tak mocno.
Reasumując Zagadka bardzo się nam podoba i z pewnością tu wrócimy. Bardzo fajne miejsce na spotkanie. Do tego dobry wystrój, podobno przystojni barmani (tak mówiły nam dziewczyny) i jedzenie dostępne jeszcze po 20tej. Minusy to wysokie ceny i mały wybór piw, dlatego zagadka dostaje 5 starów, ale za to mocnych jak porter z Żywca.
Etykiety:
5 starów,
bar,
ciasto orzechowe,
grillowany kurczak,
kurczak,
makaron z mozzarellą,
mirów,
naleśnik XXL,
naleśniki,
naleśniki wytrawne,
pub,
sympatyczny barman,
warszawa,
zagadka,
żywiec,
żywiec porter
Subskrybuj:
Posty (Atom)






































